czwartek, 27 sierpnia 2009

Eutanazja - "dobra śmierć" czy morderstwo?

Historia Eutanazji

EUTANAZJA(od gr. ?????????, euthanasia – „dobra śmierć”). Pojecie jest obecne w ludzkiej kulturze najprawdopodobniej od V w. p.n.e. Terminu „eutanazja” użył jako pierwszy grecki komediopisarz Kratinos. Wtedy to pojęcie eutanazji odnosiło się do „osoby mającą dobrą śmierć”. Niestety Kratinos nie wyjaśnił na czym ta „dobra śmierć” miałaby polegać, i tym samym nie dane Nam jest znać pierwotnego sensu tego terminu. Już pod koniec IV w. p.n.e. po raz kolejny pojęcie „euthanasia” zostaje użyte przez innego greckiego poetę – Meandra. Również z czasów starożytnej Grecji znamy termin „euthanatos” oznaczający „łatwą śmierć” będący efektem posiadania dystansu do samego siebie, co jest znacznie bliższe Naszemu znaczeniu słowa eutanazja. Także w kulturze starożytnego Rzymu występował ten specyficzny rodzaj śmierci. Swetoniusz w swym dziele „Żywoty cezarów” zawarł opis śmierci cesarza Oktawiana Augusta. Oktawian wyraził życzenie śmierci bezbolesnej, spokojniej a nade wszystko życzył sobie śmierci świadomej, tak aby mógł uporządkować swoje sprawy. W cywilizowanej Europie tamtych czasów termin „eutanazja” oznaczał jak najbardziej śmierć naturalną, pozbawioną jednak powolnego umierania połączonego z cierpieniem. Znamy z historii przypadki gdzie „dobra śmierć” nie była tak utopijna jak to zakładali Grecy czy Rzymianie. Koczownicze ludy Wielkiego Stepu ciężko chorych członków swoich „ord” pozostawiali na samotną śmierć na stepie bądź po prostu ich zabijali. Podobnie rzecz się miała w starożytnej Sparcie, gdzie nowonarodzone dzieci badane były przez radę najstarszych. Dzieci(chłopcy), które nie odpowiadały ówczesnym standardom(czyli jeśli miały budowę ciała która przekreślała ich jako wojownika spartańskiego ) były zanoszone na urwisko w górach Tajgetu i tam pozostawiane bez opieki. Podobny los spotykał dzieci tym razem obu płci, które miały jakieś wady zewnętrzne ciała. W tym przypadku ustosunkowane było to tym, że lepiej pozostawić dzieci na pewną śmierć niż miały by przez całe życie cierpieć.
„Dobra śmierć” po raz kolejny pojawiła się na przełomie XV i XVI wieku. Termin jak i całe zjawisko zaczęli zgłębiać filozofowie utopiści. Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli filozofii epoki odrodzenia Francis Bacon opisując eutanazję użył sformułowania „bezbolesna śmierć” i zaznaczył, że w tej krytycznej chwili lekarz powinien „pomagać” pacjentowi co już wtedy było poważnym wykroczeniem przeciwko Przysiędze Hipokratesa. Wraz z rozpowszechnieniem się terminu „eutanazja” jak i zabiegowi towarzyszącemu tej formie śmierci zaczęły powstawać tzw. towarzystwa dobrowolnej eutanazji. W przypadku omawiania historii „śmierci na życzenie” warto przytoczyć postać znanego profesora i doktora Nicolaasa Paradijs’a, który to w 1794 roku na Uniwersytecie w Lejdzie powiedział, że „eutanazja powinna być w zakresie powinności lekarskich” To haniebne sformułowanie jak i treść całego przemówienia było początkiem wielu publikacji na temat eutanazji w Holandii i nadało sprawie wielkiego rozgłosu. Również Fryderyk Nietzsche był gorącym zwolennikiem eutanazji i domagał się jej „dla chorych, którzy mają nieprzyzwoitość żyć długo, nikczemnie wegetują, zatraciwszy poczucie przyzwoitości".
Wchodząc w XX wiek, wielu pisarzy filozofów i ludzi nauki było nastawionych nad wyraz optymistycznie do kwestii eutanazji. Dało to swoje odzwierciedlenie w 1935 roku kiedy to grupka lekarzy i duchownych anglikańskich założyło w Leicester w Wielkiej Brytanii „British Voluntary Euthanasia Legislation Society". Do stowarzyszenia tego po krótkim czasie zaczęli dołączać znani pisarze brytyjscy tamtego okresu. Chcieli oni wspólnie doprowadzić do legalizacji eutanazji . Złożyli projekt ustawy legalizującej „dobrą śmierć” ale upadła ona po głosowaniu w Izbie Lordów w 1936 roku. Rok 1920 przyniósł pracę dwóch profesorów psychiatrii i prawa Hoche oraz Bindinga . Publikacja nosiła nazwę „Dopuszczalność niszczenia niegodnego życia „(Die Freigabe der Vernichtung). Autorzy uzasadniali, że pomoc przy umieraniu jest zgodna z najwyższymi etycznymi wzorcami i aktem podyktowanym współczuciem oraz że lekarz powinien mieć obowiązek pomocy ludziom proszącym o zakończenie życia. Zauważyli, że pacjent ma prawo do zrezygnowania ze swojej decyzji do ostatniego momentu. Najwidoczniej „etyczne wzorce” kierowały nimi kiedy pisali, że osoby chore psychicznie i będące w śpiące bez szans na polepszenie powinny automatycznie podlegać eutanazji. Ukazywali oni, że zabijanie „bezwartościowego życia” przyniesie poprawę losu „zdrowemu” społeczeństwu, gdyż pieniądze zaoszczędzone na leczeniu chorych będzie można przeznaczyć na zdrową część społeczności. Po opublikowaniu pracy w 1920 roku przeprowadzono sondaże z których dobitnie widać, że rodzice chorych nieuleczalnie dzieci zgodziliby się na ich uśmiercenie poprzez „dobrą śmierć”. Za uśmiercaniem własnych dzieci było aż 72% społeczeństwa.
Rok 1933 przyniósł kolejne tragiczne w skutkach wydarzenie. Do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler , który niedługo po objęciu teki premiera w swych przemówieniach wykazywał jak katastrofalne dla budżetu państwa jest utrzymywanie przy życiu i leczenie chorych psychicznie i upośledzonych dzieci. W 1934 roku lekarz przyboczny Hitlera, dr. Brandt poinformował społeczeństwo, że utrzymanie chorych psychicznie, inwalidów, upośledzonych dzieci i dorosłych oraz alkoholików i wszelkich ludzi niegodnych noszenia miana „społeczeństwa niemieckiego” kosztuje rocznie skarb III Rzeszy 1 200 000 000 ówczesnych marek. W wyniku tej publikacji eutanazja w Niemczech została zalegalizowana. Dziś wiemy jak katastrofalna w skutkach była ta decyzja i ile żyć niewinnych ludzi kosztowała. W czerwcu 1939 do dr. Brandta oraz SS-Obergruppenfuhrera Philippa Bouhlera zgłosił się Adolf Hitler z prośbą o zorganizowanie masowej akcji zabijania chorych psychicznie i upośledzonych dzieci i dorosłych oraz niezdolnych do pracy i chorych więźniów obozów koncentracyjnych. Akcja której domagał się Hitler przeszła do historii jako „Akcja T-4”(Aktion T-4) Zorganizowane mordowanie w/w ludzi nazywano właśnie „eutanazją” i w jej wyniku zabito łącznie około 90 tys. chorych.
Po II Wojnie Światowej ludzie zrozumieli czym tak naprawdę jest eutanazja i jak wielkie straty niewinnych ludzi pociągnęła za sobą jej legalizacja. Dlatego też problem eutanazji zakończył się wraz z wojną.
W latach 60 XX wieku wraz z rozwojem wszelkiej maści partii liberalnych temat eutanazji znów powrócił i zaczął zbierać swoje ponure żniwo. Pod koniec lat 60-tych holenderski psychiatra i filozof van der Berg opublikował broszurę „Medyczna potęga i medyczna etyka”. Publikacja napisana przez humanistę zawierała wiele „postępowych” aspektów medycznych. Wśród nich znalazła się także kwestia eutanazji. Według profesora van der Berga lekarze nie powinni sztucznie przedłużać życia, gdyż są to „ofiary medyczno-technicznej mocy” i przedłużanie ich życia, przedłuża cierpienie tych ludzi. Autor życzył sobie aby to pacjent mógł w pełni decydować o swoim losie i być powiadomionym przez lekarza o możliwych rozwiązaniach jego choroby. Zaszczytne, niestety profesor van der Berg nie wspomniał o ludziach którzy od wielu lat przebywają w śpiączce i nie mogą decydować o swoim losie. Broszura wywołała wielką falę dyskusji w Holandii i entuzjazmu związanego z możliwością zalegalizowania „dobrej śmierci” W roku 1971 w Holandii odbył się głośny proces córki, która wraz z mężem lekarzem, zaaplikowała swojej chorej matce śmiertelny zastrzyk. Owa córka została skazana na bardzo niski wyrok w zawieszeniu. Po decyzji sądu małe stowarzyszenie, które popierało legalizację eutanazji przerodziło się w Holenderskie Stowarzyszenie Dobrowolnej Eutanazji(NVVE). W krótkim czasie liczebność członków wzrosła do ponad 20 000, a wydawane przez nią deklaracje o dokonanie eutanazji w przypadku niemożności zabrania przez zainteresowanego głosu na skutek wypadku bądź ciężkiej choroby nosiło przy sobie ok. 34 000 osób. Liberałowie holenderscy nie odstępowali od starań nad legalizacją eutanazji. Sądy mimo, że skazywały ludzi, którzy pomogli choremu umrzeć, albo nie byli karani w ogóle albo na bardzo niskie wyroki. W 1991 roku, emerytowany już wtedy sędzia Sądu Najwyższego Holandii, domagał się wprowadzenia dla osób, które skończyły 75 lat otrzymania pigułek, które pozwoliłyby na „humanitarną śmierć w dowolnie wybranym przez siebie czasie”. Pigułki zostały nazwane od nazwiska pomysłodawcy „pigułkami Driona”. Ostatecznie 10 kwietnia 2001 roku, Holandia została krajem gdzie można legalnie wykonywać eutanazję. Życie ciężko chorych, inwalidów oraz osób w śpiączce zostało przerwane głosami 49 parlamentarzystów holenderskich przy sprzeciwie 29.

Religie a Eutanazja

Czy cierpiący człowiek faktycznie musi cierpieć? Czy jego cierpienie ma jakikolwiek sens i znaczenie dla życia? Czy człowiek ma prawo do śmierci?
Na te pytanie nie znajdzie się odpowiedzi w nauce czy medycynie. Są to pytania filozoficzne i religijne. Każda z ówczesnych religii postrzega eutanazję jako zło, gdyż w każdym przypadku jest to odbieranie życia niewinnej osobie. Jest złem ponieważ jest celowym uśmiercaniem. Jako zło jest również postrzegane cierpienie, z tym jednak wyjątkiem, że cierpienie to można racjonalnie wytłumaczyć. Każda z religii tłumaczy cierpienie jako zło uczynione przez człowieka. Cierpienie w takim przypadku ma znaczenie kary. Gdy czyni się zło, potrzebna jest kara. Cierpienie. Odbieranie człowiekowi życia, tak aby już nie cierpiał jest rozumiane jako zamach na Boga, jego sprawiedliwość i Jego nieomylność. Tylko Bóg ma prawo z człowieka zdjąć cierpienie wobec czego eutanazja jest również zamachem na Jego władzę bowiem jeśli człowiek cierpi to zawsze za widzą Boga. Jeżeli Bóg nie zdejmuje z człowieka cierpienia to ma w tym swój cel. Może to być postrzegane jako kara za złe uczynki jakich się człowiek dopuścił, bądź sposób na oczyszczenie go z winy. W religiach wschodnich odebranie cierpienia utwierdza człowieka w jego błędnym przekonaniu i drodze postępowania tym samym zamyka mu drogę do wiecznej szczęśliwości i polepszenia życia w nowym wcieleniu.
W religii judaistycznej odebranie cierpienia może być pozbawieniem człowieka cennego, choć bolesnego sposobu upomnienia wzywającego go do nawrócenia. Odebranie cierpienia nie pozwala też poprzez cierpienie na zadośćuczynienie Bogu.
Dla religii pogańskich odebranie cierpienia jest niedopuszczalną ingerencją w sprawy bogów, jest lekceważeniem każdego z nich.
Chrześcijaństwo podobnie jak judaizm uważa że ingerencja w cierpienie człowieka jest możliwością pozbawienia go zaszczytu nawrócenia oraz uniemożliwia zadośćuczynienie za grzechy, odkrycie związku własnego życia z Chrystusem i wejście do szczęśliwej wieczności. W religii Katolickiej za sprawą papieża Jana Pawła II oraz jego encykliki „Evangelium Vitae” możliwe jest odstąpienie od „uporczywej terapii” („pewne zabiegi medyczne, które przestały być adekwatne do realnej sytuacji chorego, ponieważ nie są już współmierne do rezultatów, jakich można by oczekiwać, lub też są zbyt uciążliwe dla samego chorego i dla jego rodziny”)Taką decyzję o zaprzestaniu terapii papież wyraźnie oddzielił od eutanazji i samobójstwa.
Islam nie dopuszcza odebrania cierpienia, ponieważ życie jest darem od Boga, które trzeba szanować i pielęgnować. Ponadto nikt nie jest upoważniony do zakończenia swojego lub cudzego życia, nawet jeśli osoba ta cierpi na nieuleczalną chorobę. Nigdy nie można być całkowicie pewnym rokowania. Nie należy sugerować się psychicznym stanem osłabionej fizycznie osoby proszącej o eutanazję.
Człowiek ma prawo do godnej śmierci, ale nie jest nią eutanazja. Nawet jeżeli faktycznie byłaby ona bezbolesna. Dobra i godna śmierć to śmierć bez bólu, strachu czy odrzucenia. Jest to śmierć człowieka pojednanego ze sobą, bliźnim i Bogiem. Eutanazja na pewno nie jest taką śmiercią. Wręcz odwrotnie. Eutanazja jest raczej objawem strachu przed bólem fizycznym ale także i przed bólem ducha. Prośba o eutanazję jest poczuciem braku wartości, przyznaniem się do samotności, odrzucenia i utraty kontaktu z innymi ludźmi oraz Bogiem. Zgoda na taką prośbę jest potwierdzeniem tego cierpienia, jest skazaniem cierpiącego na jego trwanie, utwierdzenia w tym, że jako chory i cierpiący jest bezwartościowy i niepotrzebny. Z religijnego punktu widzenia zadaniem medycyny jest nieść ulgę w cierpieniu, lekarz nie jest jednak powołany do tego by być katem i zabijać cierpienie zabijając pacjenta.

Eutanazja w państwach świata

Eutanazja czynna jest traktowana jako zwykłe zabójstwo w Szwecji. Zgoda uśmierconego nie stanowi znamienia łagodzącego, a motyw współczucia może wpływać łagodząco na wymiar kary. Eutanazję jako zwykłe zabójstwo(i odpowiedzialność karną z tym związaną) uznają także: Polska, Grecja, Rumunia, Bośnia, Chorwacja, Serbia i Irlandia. Eutanazja jest również zakazana w prawie wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej i Południowej
Francja(jak również byłe afrykańskie kolonie francuskie), Dania, Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia, Norwegia, Węgry, Republika Czech, Słowacja, Kanada, Tunezja, Turcja, Egipt, Izrael, Australia, USA(stanami które do tej pory zalegalizowały eutanazję są stan Oregon oraz Teksas), zakazują eutanazji aktywnej, zezwalając niemniej(w niektórych przypadkach) na przerwanie terapii w ekstremalnych wypadkach, pod warunkiem, że pacjent lub jego rodzina wyrażają takie pragnienie.
Eutanazja jest w pełni legalna w takich krajach jak: Holandia, Belgia, Luksemburg, Albania, Japonia, Szwajcaria oraz stany Teksas i Oregon w USA.


„Przysięgam na Apollona lekarza, na Asklepiosa, Hygieje, i Panaceje oraz na wszystkich bogów i boginie, biorąc ich na świadków, że wedle mej możności i rozeznania będę dochowywał tej przysięgi i tych zobowiązań.
Mistrza mego w tej sztuce będę szanował na równi z rodzicami, będę się dzielił z nim mieniem i na żądanie zaspokajał jego potrzeby: synów jego będę uważał za swoich braci i będę uczył ich swej sztuki, gdyby zapragnęli się w niej kształcić, bez wynagrodzenia i żadnego zobowiązania z ich strony; prawideł, wykładów i całej pozostałej nauki będę udzielał swym synom, synom swego mistrza oraz uczniom, wpisanym i związanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu. Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.
Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.
Nie będę operował chorych na kamicę, pozostawiając to ludziom zawodowo stosującym ten zabieg.
Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, nie po to, żeby świadomie wyrządzać krzywdę lub szkodzić w inny sposób, wolny od pożądań zmysłowych tak wobec niewiast jak i mężczyzn, wobec wolnych i niewolników.
Cokolwiek bym podczas leczenia, czy poza nim, z życia ludzkiego ujrzał, czy usłyszał, czego nie należy na zewnątrz rozgłaszać, będę milczał, zachowując to w tajemnicy.
Jeżeli dochowam tej przysięgi, i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w życiu i pełnieniu tej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy; jeżeli ją przekroczę i złamię, niech mnie los przeciwny dotknie”.
Słowa tejże przysięgi mimo, że spisane zostały w starożytności, nadal powinny stanowić główne prawo etyki lekarskiej. Największym z Boskich cudów jest życie. A eutanazja czy samobójstwo jest zamachem na życie, jest zamachem na podstawowe warunki człowieczeństwa. Jest też wreszcie zamachem na wolę Boga, który jako jedyny ma prawo decydować o Naszym – ludzkim, ziemskim żywocie. Przykład Holandii gdzie wystarczyło 49 (sic!) głosów „za” żeby móc „legalnie” zabijać ludzi jest dramatem. Jest dramatem dla tych ludzi, którzy nie mogą przekazać otoczeniu swojej woli, ponieważ leżą sparaliżowani bądź przebywają w śpiączce. W Holandii i innych krajach „ucywilizowanego” Zachodu, rokrocznie popełnia się tysiące morderstw zgodnie z prawem. Do jakiej sytuacji doprowadzić może legalizacja eutanazji dobitnie widać było w nazistowskich Niemczech. Tysiące osób uznanych za niegodnych obywateli III Rzeszy mordowano ponieważ byli w śpiączce, cierpieli na nieuleczalne choroby, byli kalekami czy wreszcie byli chorzy psychicznie. Należy mieć głęboką nadzieję, że Europa nie upadnie na dno człowieczeństwa tak jak upadła tam III Rzesza Niemiecka.
Życie jest największą wartością jaką posiedliśmy. Mordowanie ludzi zgodnie z prawem, „bo są niepotrzebnym balastem” jest dramatem jakiego cywilizacja ludzka do naszych czasów nie widziała. Promując eutanazję a także ją legalizując wyzbywamy się człowieczeństwa.

Michał "Owca"

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Zapomniany bohater


Jeszcze słów kilka o Bitwie Warszawskiej.

Nie moglibyśmy nie wspomnieć o rzeczywistym jej zwycięzcy - gen. Tadeuszu Jordanie Rozwadowskim - bohaterze zapomnianym i wyklętym przez sanacyjne porządki Piłsudskiego najpierw (gen. Rozwadowski opowiadał sie po stronie legalnego władzy, na czele której stał prezydent Wojciechowski), a później przez komunistów. Na szczęście ostatnimi czasy coraz śmielej wspomina się o tym wybitnym pogromcy bolszewizmu.
Przypomnijmy sobie pokrótce historię tamtych dni.

Latem 1920 roku, w obliczu zagrożenia Ojczyzny, wszystkie stronnictwa polityczne zawarły porozumienie i utworzyły rząd jedności narodowej z przywódcą ludowym Wincentym Witosem na czele. Powołano Radę Obrony Państwa jako najwyższą władzę państwową na czas wojny.
Tymczasem sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej krytyczna. 14 lipca wycofano się z Wilna, Baranowicz i Nowogródka, 20 lipca nasze wojska opuściły Grodno, 3 sierpnia Łomżę, a 4 sierpnia Ostrołękę.
Rada Obrony Państwa, uwzględniając sugestię marszałka Francji Ferdinanda Focha, wezwała do powrotu do kraju szefa polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, gen. Tadeusza Rozwadowskiego, którego Józef Piłsudski wysłał nad Sekwanę obawiając się rosnącej popularności tego wybitnego generała. Gen. Tadeusz Rozwadowski, człowiek o wielkiej kulturze osobistej i głębokiej wierze, był urodzonym żołnierzem: zdecydowany, energiczny, szybko podejmujący decyzje. Spośród wszystkich oficerów biorących udział w wojnie 1920 roku miał najwyższy stopień wojskowy.
Jako prymus ukończył Akademię Techniczną, a następnie elitarną Wyższą Szkołę Wojenną w Wiedniu. W czasie I wojny światowej, służąc w wojsku austriackim w stopniu generała, zdobył na froncie duże doświadczenie praktyczne w dowodzeniu wielkimi jednostkami taktycznymi. Pod względem posiadania kwalifikacji wojskowych oraz znajomości sztuki wojennej nie ustępował słynnemu gen. Maximowi Weygandowi, szefowi sztabu zwycięskich wojsk francuskich, nie mówiąc już o Józefie Piłsudskim, który nie przeszedł żadnego wyszkolenia wojskowego i był tylko zdolnym amatorem samoukiem. Wraz z przybyciem gen. Tadeusza Rozwadowskiego do Warszawy i objęciem przez niego funkcji szefa Sztabu Generalnego, ogarnął wszystkich bojowy zapał i wola walki, ponieważ potrafił on wpłynąć na innych - wierzył w zwycięstwo i wiedział, jak je osiągnąć. Najważniejszym było to, że optymizm, jakim promieniował, nie wynikał z intuicji lub naiwności, lecz z trafnej oceny sytuacji wojskowej oficera sztabowego i profesjonalisty, jakim był generał.
Gen. Tadeusz Rozwadowski zaraz po przybyciu do Warszawy przystąpił do opracowania planu operacyjnego, ponieważ do tego momentu nie było żadnego pomysłu, jak powstrzymać nawałę bolszewicką nacierającą na Warszawę. W planie tym, oznaczonym numerem 8359-III z dnia 6 sierpnia 1920 roku gen. Rozwadowski zamieścił rozkaz przegrupowania wojsk "z przyjęciem wielkiej bitwy pod Warszawą", a grupa manewrowa, skoncentrowana w rejonie rzeki Wieprz, "pod dowództwem gen. por. Rydza-Śmigłego miała energicznym uderzeniem zadać klęskę bolszewickim siłom głównym". Plan ten podpisał "Szef Sztabu Generalnego W.P. /-/ Rozwadowski, generał porucznik". W tym miejscu niezbędne wydaje się zwrócenie uwagi, że doszło do przekłamania i mistyfikacji na wielką skalę, ponieważ nie ma najmniejszej wzmianki o tym, że to Piłsudski opracował ten plan, a nawet, że zapoznał się z nim, a tym bardziej, że go zatwierdził.
Plan strategiczny Michaiła Tuchaczewskiego przewidywał przejście 4. Armii sowieckiej na lewy brzeg Wisły poniżej Warszawy w celu okrążenia naszych wojsk od północy i odcięcia centralnych dzielnic od morza. Tymczasem, podczas przekazywania jednostkom polskim planu operacyjnego gen. Rozwadowskiego poległ pod Dubienką mjr W. Drohojowski. Bolszewicy znaleźli przy nim tajny plan operacyjny. Ruchy wojsk nieprzyjaciela wskazywały, że Tuchaczewski poznał zamiary polskiego Sztabu Generalnego. Po otrzymaniu raportu w tej sprawie, gen. Rozwadowski postanowił opracować nowy plan operacyjny. W planie tym wprowadził zmiany polegające głównie na wzmocnieniu frontu północnego. Obawiając się jednak, aby plan ponownie nie wpadł w ręce nieprzyjaciela, napisał go własnoręcznie w jednym tylko egzemplarzu.

Rozkaz nr. 10.000
Nowy plan operacyjny (rozkaz operacyjny specjalny) z dnia 9 sierpnia 1920 roku - według którego została rozegrana Bitwa Warszawska - oznaczony numerem 10.000, przedstawił gen. Rozwadowski dowódcom armii do wykonania (rozkazu!). Wśród wyższych rangą oficerów, którzy przyjęli ten plan znajdują się podpisy: J. Piłsudskiego pod nr. 1, Józefa Hallera pod nr. 3, gen. Edwarda Rydza-Śmigłego pod nr. 5, Gen. Władysława Sikorskiego pod nr. 7. Oryginał tego planu znajduje się obecnie w Instytucie im. Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku.

12 sierpnia, kiedy patrole nieprzyjaciela znajdowały się już w pobliżu Radzymina, Józef Piłsudski przyjechał do premiera rządu Wincentego Witosa i w obecności Ignacego Daszyńskiego i Leopolda Skulskiego złożył na piśmie rezygnację z funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, po czym wyjechał z Warszawy. Witos, obawiając się, że wiadomość ta bardzo źle wpłynie na nastroje społeczeństwa, dokument ten schował do kasy pancernej, a po wojnie zwrócił Piłsudskiemu. Witos zachował sobie jednak odpis, który zginał w tajemniczych okolicznościach w czasie zamachu majowego w 1926 roku.
Przez cały dzień 14 sierpnia w zaciętych, gwałtownych atakach na nieprzyjaciela biorą udział wszystkie oddziały zgrupowane na froncie pod Warszawą. Pod Ossowem ginie bohaterską śmiercią kapelan wojskowy ks. Ignacy Skorupka, idący do ataku w stule i z krzyżem w ręku w pierwszym szeregu II batalionu Legii Akademickiej złożonego ze studentów warszawskich uczelni.
Wskutek niebezpiecznego zagrożenia Warszawy od strony Radzymina, gen. Rozwadowski zaczął energicznie przynaglać gen. Sikorskiego, dowódcę 5. Armii do przejścia do działań ofensywnych. Gen. Sikorski dużym wysiłkiem zdołał zmobilizować zmęczone i wyczerpane długotrwałym odwrotem wszystkie oddziały i 14 sierpnia w godzinach popołudniowych 5. Armia przystąpiła do działań zaczepnych na całym froncie północnym. Ofensywa wojska polskiego znad rzeki Wkry na prawe skrzydło 16. Armii sowieckiej znacznie odciążyła, szczególnie w decydującym dniu 15 sierpnia, niebezpieczny nacisk nieprzyjaciela na Warszawę.
Wieczorem 14 sierpnia wojska sowieckie, wykorzystując lukę, jaka powstała na linii obrony 11. Dywizji, przełamują front i szybko posuwają się w stronę Nieporętu i Izabelina. Tuchaczewski jest przekonany, że jego wojsko przełamało ostatnia linie obrony i już żadna przeszkoda nie stoi na drodze do zajęcia Warszawy. Śle depeszę do Moskwy, że Warszawa, stolica Polski, została zdobyta. Gen. Rozwadowski tak napisał o krytycznej sytuacji, w jakiej znalazła się 11. Dywizja: "Wiedziałem przecież dobrze, że 11. Dywizja będzie się bronić, zaangażuje nieprzyjaciela, ale nie wytrzyma silniejszego natarcia, chodzi mi o to, aby wróg po przełamaniu frontu na to miejsce skierował natarcie, na to tylko czekałem i miałem odpowiedź przygotowaną".
Rozwadowski, na wiadomość o przerwaniu frontu, wydaje rozkaz gen. Lucjanowi Żeligowskiemu, dowódcy 10. Dywizji, aby natychmiast uderzał na wdzierające się w głąb polskich pozycji oddziały wroga. Dywizja ta, stanowiąca odwód Naczelnego Wodza, nie brała dotychczas udziału w walkach o Warszawę. Jest wypoczęta, dobrze uzbrojona, zachowuje w pełni zdolności bojowe i nie wykazuje oznak demoralizacji. Gen. Żeligowski silnym uderzeniem na flankę wroga odrzuca 27., 2. i 21. dywizje nieprzyjaciela poza linię rzeki Rządzy. 27. Dywizja sowiecka zostaje niemal całkowicie rozbita, tracąc 1.200 żołnierzy. Śmiałe natarcie 10. Dywizji gen. Żeligowskiego podrywa do walki wszystkie oddziały zgrupowane na wschód i północ od Warszawy. W ataku na wroga biorą udział wszystkie rodzaje broni: piechota, kawaleria, artyleria, samoloty, czołgi i dwa pociągi pancerne "Mściciel" i "Piłsudski". Cały front, od Karczewa do Wkry i dalej na północ - staje w ogniu krwawych morderczych walk. 5. Armia gen. Sikorskiego, tocząc ciężkie walki, posuwa się na wschód. Po krótkim przygotowaniu artyleryjskim uderza na wroga 1. Dywizja Litewsko-Białoruska. Ok. godz. 7.00 zajęła ona Dąbkowiznę i Wólkę Radzymińską, a o godz. 11.00 pułk wileński, wsparty plutonem czołgów, wkracza do Radzymina. W dniu 15 sierpnia napór wojsk sowieckich ze wschodu został pod Warszawą złamany, a następnego dnia przekształcił się w paniczną ucieczkę. Cały front, wraz z tak oczekiwanym atakiem Grupy Uderzeniowej znad Wieprza, przeszedł do zwycięskiej ofensywy.

W najtrudniejszych dniach Bitwy Warszawskiej (13-15 sierpnia 1920 r.), kiedy wszystko mogło się zdarzyć, albo wielkie zwycięstwo, albo całkowity pogrom - nie zabrakło dowódcy, który na czele głównych sił zbrojnych znajdował się bezpośrednio w ogniu walki. Był nim najwyższy stopniem generał wojsk polskich Tadeusz Jordan Rozwadowski. To on przez cały czas trwał na stanowisku dowodzenia, obserwował przebieg bitwy, przyjmował meldunki i wydawał rozkazy, a nawet dodawał otuchy idącym do boju żołnierzom. Na rozkazach z dn. 12-18 sierpnia 1920 r. widnieje wyłącznie podpis gen. Tadeusza Rozwadowskiego

Lech Wojciechowski

Po przewrocie majowym gen. rozwadowski został uwięziony. Pomimo braku jakichkolwiek dowodów, które miałyby świadczyć o przestępstwach Rozwadowskiego, cały czas odraczano terminy rozprawy. W prasie piłsudczycy rozpętali nagonkę. W broszurze "Zbrodniarze" dezawuowano wieloletnią pracę generała nad organizacją, wyszkoleniem i modernizacją polskiej kawalerii. W październiku 1926 roku Wojskowy Sąd Okręgowy nr 1 wydał orzeczenie, że wobec braku dowodów nie ma powodu utrzymywania aresztu śledczego nad Rozwadowskim. Jednak generał nie wrócił na wolność. Z polecenia prokuratora wojskowego, za którym stał Piłsudski, był nadal przetrzymywany z powodów "interesów wojska pierwszorzędnej wagi". Tak marszałek Piłsudski odwdzięczył się Rozwadowskiemu za zwycięską wojnę.
W maju 1927 r. generała zwolniono z więzienia. Wcześniej jednak - w kwietniu 1927 r. został on przeniesiony w stan spoczynku.
Zmarł 18 października 1928 r.
Nie brakowało domysłów i podejrzeń, co do przyczyn śmierci. Jednak władze zabroniły sekcji zwłok. Płk dr Bolesław Szarecki, który odbył konsylium z lekarzami badającymi zwłoki generała stwierdził, jako więcej niż pewne, otrucie. Podobnie uważał słynny chirurg lwowski, prof. Tadeusz Ostrowski, badający generała na krótko przed jego śmiercią. Zakaz przeprowadzenia sekcji zwłok, nie pozwolił ustalić przyczyny zgonu. Sam generał twierdził, że gdy eskortowano go z Wilna, podano mu dziwnie smakujący posiłek. Podejrzewano, że w kanapkach znajdowało się włosie końskie, powodujące owrzodzenie jelit, lub zmielone szkło.






sobota, 15 sierpnia 2009

15 sierpnia po nowemu


























15 sierpnia to dzień dla Polaków szczególny. Zbiegają się ze sobą dwa święta: Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny i Święto Wojska Polskiego. Tego dnia przypada także rocznica jednej z najważniejszych bitew w historii ludzkości - Bitwy Warszawskiej.
Niestety, w tym roku tak ważna dla Polaków data zostanie zbeszczeszczona koncertem tzw. "gwiazdy" - Madonny.
Nie trzeba być znawcą współczesnej muzyki, by wiedzieć o twórczości i skandalicznych zachowaniach Madonny. Piosenkarka ostatnimi czasy notorycznie obraża uczucia religijne milionów chrześcijan na całym świecie. Do najgłośniejszych jej skandali należą choćby: przybicie się do krzyża podczas występu, używanie cierniowej korony, odnoszące się do Chrystusa, wypowiedzi o tym, że Jezus Chrystus podnieca piosenkarkę. A wszystko to w imię zysku i kariery...
"Gwiazda", mieniąca się "królową popu" na scenie przypomina jednak bardziej podstarzałą prostytutkę, aniżeli królową. 51-letnia Madonna na każdym koncercie występuje w prowokujących strojach, oszukując sama siebie, że jej ciało jeszcze kogokolwiek podnieca.
Widocznie ostatnie lata przyniosły piosenkarce zbyt mało wrażeń, gdyż po raz kolejny postanowiła uderzyć w katolicyzm i Boga. Tym razem padło na chrześcijańską od wieków Polskę.
Nikt nie wmówi mi bowiem, że 15 sierpnia nie był wyborem świadomym Madonny. Jak zwykle chodzi przecież o szum medialny i zainteresowanie piosenkarką - nota bene wokalnie, wg ocen ekspertów bardzo słabą (czymś więc trzeba wzbudzać zainteresowanie fanów). Wybrana data jest więc, wg mnie, paskudną prowokacją. Madonna obiera sobie od lat za cel ataków i prowokacji katolików. Dlaczego? Wszakże nie od dziś wiadomo, że praktycznie od czasów II soboru watykańskiego katolicyzm można opluwać i deptać na każdym kroku, a wielu hierarchów kościelnych zamiast walczyć o godność wiary, jeszcze przeprosi, że wiara stanęła na drodze.
I o samej piosenkarce zwanej Madonną to tyle. Ona jest tylko narzędziem pseudokultury źle pojętej wolności, zgniłego konsumpcjonizmu i hedonizmu. Problem jest głębszy, bo obnaża słabość katolicyzmu i polskiego Narodu.

Najbardziej smuci mnie, jako Polaka i katolika, reakcja polskiego społeczeństwa, a właściwie brak reakcji. Jedynie nieliczne organizacje katolickie odważyły się zaprotestować przeciwko koncertowi. Zaczynając od najważniejszych osób w państwie, a kończąc na zwykłych obywatelach chęci sprzeciwu niestety nie widać...
Jest to tym bardziej przykry fakt, patrząc przez pryzmat paru czynników.
Najważniejszym z nim jest nasza tożsamość. Czy się komuś podoba, czy nie, Polska i Polacy wyrośli z tradycji chrześcijańskiej, która była i jest fundamentem cywilizacji łacińskiej. Obecne czasy coraz częściej, właśnie w takich momentach dowodzą, że nasz Naród, a szczególnie młode pokolenie z katolicyzmem zaczyna mieć niewiele wspólnego. Szczególnie młodzież podchodzi do owego koncertu bardzo optymistycznie, albo ze zdziwieniem pytając w jaki sposób kłóci się on z wiarą, albo wręcz pogardliwie wypowiadając się o, w ich mniemaniu, ograniczającej wolność człowieka religii. Najbardziej zaś przeraża hipokryzja tych, którzy w sobotę w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny najpierw pójdą do kościoła, a potem na koncert!
Kiedy w 2005 roku umarł nasz wielki rodak - papież Jan Paweł II, świat z uznaniem i w zachwycie patrzył na Polskę i Polaków - szczególnie tych młodych. Czas niestety pokazał, że tamte czyny młodych, z perspektywy czasu, okazały się bezowocne. Może to mocne słowo, ale jaką wartość miały tamte gesty zjednoczenia, tłumy pod pomnikami, masowe msze św. , jeśli dziś te same osoby
nie pamiętają nic z nauki naszego papieża? Jeśli zaś pamiętają i czynią w ten sposób- tym gorzej to świadczy o nich i o nas wszystkich. Jan Paweł II - wielki patriota, obrońca naszej katolickiej tożsamości, człowiek czynu i wierny sługa Matki Bożej, większość swojej nauki kierował do młodych właśnie. Oni go słuchali, klaskali, płakali ze wzruszenia, a gdy nadchodzi czas próby część z nich optymistycznie witać będzie "królową popu", bluźniącą Bogu i naszej tożsamości przy każdej okazji, do tego w święto Królowej Polski.
Zawiedli także hierarchowie Kościoła. Nie zrobili oni w zasadzie nic , by zapobiec koncertowi. Na wielu kazaniach słuchamy listów arcybiskupów polskich - listów pełnych mądrości i pouczeń o obowiązku obrony katolickiej wiary, odwołujących się do nauki Jana Pawła II. Szkoda tylko, że w takich momentach zapominają o tej nauce...
Wreszcie dochodzimy do tych polityków, którzy w swoich programach podkreślają katolicko - narodowe, tożsamościowe poglądy. Oni także nie kwapią się wystąpić w obronie godności polskiego Narodu i kultury. Przecież nie wypada - bo wiadomo - poprawność polityczna, no i Unii Europejskiej też się może to nie spodobać...

No cóż ... puentując - takie wydarzenia smucą duszę każdego Polaka, zarówno tego wierzącego, jak i tego, który wierze chrześcijańskiej przyznaje zasługi w budowie polskiego państwa i Narodu. Takie dni, jak ten nadchodzący sobotni, są okazją do ponurych refleksji nt. naszej duchowej i narodowej słabości oraz marionetkowości tych, którzy nami rządzą.
A dla tych, którzy bronić chcą wiary , polskości i na koncert "królowej popu" się nie wybierają niech 15 sierpnia będzie przesłaniem - że Królowa i Madonna dla Polaków jest tylko jedna i jest nią Najświętsza Maryja Panna.

Maciek

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Komuniści w akcji...


...czyli komu przeszkadza patriotyzm, dopiero co kilka dni temu informowaliśmy o koncercie dwóch narodowych i katolickich kapel pod koniec sierpnia (Irydion i Legion), to już musimy sprostować wcześniejsze info. Otóż okazało się, że w kraju w którym bez problemu można organizować koncerty satanistyczne czy grup skrajnie lewicowych, koncert patriotycznych kapel jest na cenzurowanym. Komunistyczna presja, znów dała znać o sobie, koncert został odwołany z powodu ... no właśnie tak naprawdę nie wiadomo z jakiego. Jakiś urzędas, po prostu przestraszył się lewackich aktywistów i cofnął zgodę na wynajęcie sali, bez podania jakiejkolwiek przyczyny!

http://www.konserwatyzm.pl/aktualnosci.php/Ogloszenie/3666/

Sytuacja przypomina tą sprzed kilku miesięcy gdzie, dzięki lewicowemu aktywiście - notabene dziennikarzowi Gazety Wyborczej i znanej antypatriotycznej organizacji Simona Mola - Nigdy Więcej, nie udało się zorganizować koncertu mającego uczcić Powstanie Wielkopolskie. Ukazuje to bardzo dobitnie jak silne wpływy mają w naszym kraju komuniści i ich ideowi sprzymierzeńcy.

piątek, 7 sierpnia 2009

Aborcja


Często słyszy się wiele podniesionych głosów na temat aborcji – z obu stron padają argumenty dotyczące pojęć „wolności” i „praw”. Szumu przy tym niemało, sporo komentarzy bez większego sensu, a dyskusja nadal trwa. Zacząłem się zastanawiać czy to naprawdę tak skomplikowana sprawa…

No cóż, skomplikować się może wszystko, gdy mamy do czynienia z gwałtem, lub kiedy ciąża zagraża życiu matki. To są skrajne sytuacje, ale ja chciałem się zająć takim zwykłym przypadkiem aborcji na żądanie. Zacznijmy więc od początku.

Jest sobie kobieta, która uprawia seks z mężczyzną. Pojawia się wiadomość o ciąży, ale kobieta nie chce dziecka. Mogą być różne powody: brak środków materialnych na utrzymanie rodziny, chęć zrobienia kariery itd. Kobieta decyduje się więc na zabieg usunięcia ciąży. Problem znika, a życie płynie sobie dalej.

Zaraz, zaraz – czy dzisiaj ludzie są takimi debilami, że nie wiedzą skąd się biorą dzieci? Na to by wychodziło, skoro najpierw decydują się na seks, a później się orientują co to oznacza. Mimo to nadal ślepo wierzę w pewien poziom świadomości ludzkości. Coś jednak nadal nie daje mi spokoju… Czy ja żyję w społeczeństwie ludzi niedorozwiniętych? Pomyślmy: jest baba i chłop – wiedzą, że jak „to” zrobią, to będą mieli dziecko. Mimo, że nie chcą mieć dziecka, robią „to”. Czy to jest postawa dojrzałego człowieka? Podczas rozmyślania nad odpowiedzią na to pytanie może przyjść do głowy pomysł, że człowiek po popełnieniu takiego błędu powinien przyjąć na swoje barki zasłużony ciężar odpowiedzialności i wychować dziecko - owoc chwili zapomnienia nawet wbrew sobie. Jest to jakaś rehabilitacja dojrzałości takiej osoby, ale jak to jest w przypadku zdecydowania się na aborcję? Czy dorosły człowiek powinien popełnić błąd, a później umyć od tego ręce? Niby proste pytanie, a tak trudno niektórym przechodzi przez myśl prawidłowa odpowiedź…
Sprawa aborcji nie jest kwestią sporu między religią a tzw. wolnością, jak niektórzy by chcieli to zaszufladkować. To jest zwyczajnie kwestia odpowiedzialności. Jesteśmy w końcu ludźmi, a nie zwierzętami, którym popęd zastępuje rozum. Oczywiście, że kobieta ma prawo decydować o swoim ciele – w końcu to ona decyduje czy rozkraczy nogi, czy nie, ale albo jest kretynką, albo zdaje sobie sprawę co to oznacza i podejmuje wszelkie decyzje z pełną odpowiedzialnością. Nie dajmy się zaślepić zdziecinniałej propagandzie usprawiedliwiania ludzkich błędów. Chyba stać nas na dorosłość?

Dębowy

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Koncert Legionu i Irydionu.

Dosyć ciekawą informacje przekazał dzisiaj portal "konserwatysta.pl". Otóż w wywiadzie z członkiem zespołu "Irydion" jest zapowiedź zbliżającego się koncertu dwóch legendarnych zespołów narodowych. Irydion i Legion mają wystąpić razem już 29 sierpnia. Jest to o tyle radosna informacja, bowiem Legion ostatni materiał wydał 1996 roku, czyli ponad 13 lat temu!!!
Jest to niewątpliwie gratka zwłaszcza dla młodszych adeptów muzyki narodowej, którzy dokonania Legionu znają tylko ze starych kaset lub opowiadań starszych kolegów. Zresztą nie tylko dla nich pokolenia wychowały się na tym zespole.
Całość wywiadu można przeczytać tu: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/3612/

Wycinek twórczości Legionu: http://www.muzykatozsamosciowa.pl/?act=wykonawcy&wyk=legion&dz=posluchaj

niedziela, 2 sierpnia 2009

Powstanie Warszawskie


Właśnie minęła 65. rocznica wybuchu wielkiego wolnościowego zrywu Narodu Polskiego.
Jak co roku, obok uroczystości, rozgorzewa dyskusja nad celowością Powstania. Jedni mówią, że było potrzebne, inni, że zginęło w nim zbyt wielu patriotów, których zabrakło później w walce z komunizmem. Co o tym sądzicie?
Mnie osobiście nie podoba się kwestionowanie celowości tego zrywu. Dlaczego? Dlatego, że analizując cała ówczesną sytuację był to najlepszy moment, by zrzucić hitlerowskie kajdany.Przypomnijmy, że liczono wówczas na pomoc Rosjan - jak zwykle się niestety przeliczono, Niemcy praktycznie były już skazane na klęskę w wojnie, a w Narodzie przez długie 5 lat narastała frustracja i gniew. Powstanie było więc, moim zdaniem, posunięciem logicznym i można nawet rzec, że naturalnym.

Myślę, że zamiast zastanawiać się nad tym, czy to powstanie było potrzebne czy też nie, powinniśmy bohaterom oddać hołd i raz jeszcze z podziwem spojrzeć na ten niezwykły powstańczy czyn, na ich męstwo i odwagę. Bo kogo z nas byłoby dziś stać na to, by w jednej chwili rzucić na szalę swoje życie, pożegnać się z rodziną, najbliższymi, pożegnać się z młodym życiem. Któż z nas ma dziś w sobie taki patriotyzm?
Osobiście uważam, że zbyt mało jest dziś rozważań na temat tego, co wynika dla nas ze śmierci bohaterów tamtych dni. Każdy przecież przeszły czas powinien być dla nas nauką, powinniśmy z niego czerpać mądrość i wnioski. Jaka więc mądrość i wnioski płyną dla współczesnych, szczególnie młodych Polaków? Cóż... oni bohaterowie 1944r. przelali krew za Ojczyznę, za nas teraz przecież żyjących również. A co my zrobiliśmy dla Polski? Co jesteśmy w stanie poświęcić dla rodziny, bliskich, Narodu i Kraju? Czyż na co dzień nie potrafimy tylko narzekać i mówić jaka ta Polska jest zła? Ilu z nas podjęło się walki o ten Kraj, o polską tożsamość, o wartości? Oni walczyli o wolność, a nasze pokolenie wraz z wybranym rządem zdrajców z uśmiechem na ustach sprzedało wolność Unii Europejskiej...
Składamy hołd poległym, palimy znicze... Po co??? Czyż nie woleliby oni zamiast tych pustych gestów i pustych słów patriotycznych czynów? Jeśli chcemy naprawdę czcić powstańców róbmy to każdego dnia dając świadectwo polskości innym!

Kalendarium Powstania:
http://www.powstanie-warszawskie.pl/

O Powstaniu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_warszawskie
http://www.powstanie-warszawskie-1944.pl/
http://histmag.org/?id=1964

Strona Muzeum Powstania:
http://www.1944.pl/

Zdjęcia z Powstania:
http://www.moje-hobby.info/index.php?option=com_content&task=view&id=116&Itemid=33


Maciek

wtorek, 28 lipca 2009

Obchody z okazji 65 rocznicy bitwy pod Olesznem


26 lipca w Olesznie (woj. świętokrzyskie) odbyły się obchody z okazji 65 rocznicy zwycięskiej bitwy połączonych oddziałów NSZ i AK nad Niemcami. Zwycięstwo to udaremniło próbę spalenia Oleszna, a mieszkańców wsi ocaliło od śmierci.
Obchody rocznicy rozpoczęły się od uformowania kolumny pocztów sztandarowych kombatantów i harcerzy, kolumny, w której swoje miejsce znaleźli przybyli specjalnie w tym dniu członkowie ONR. Następnie kolumna uroczyście przedefilowała do parafialnego kościoła.
W kościele, w którym znajduje się pamiątkowa tablica upamiętniająca bohaterstwo partyzantów walczących za Ojczyznę, odbyło się nabożeństwo, w którym wielokrotnie kapłan przypominał jak wiele lokalna społeczność zawdzięcza bardzo aktywnej na tych terenach w latach okupacji partyzantce. Po mszy w zorganizowanych grupach uczestnicy obchodów udali się na miejsce pamiętnej bitwy, gdzie znajduje się pomnik. Uroczystości pod pomnikiem rozpoczęto od gromkiego wykonania Hymnu Państwowego. Następnie odbył się apel poległych, w trakcie którego odczytano nazwiska zabitych podczas bitwy partyzantów , zaraz po tym ich pamięć uczczono minutą ciszy. W strugach silnego deszczu, który tylko chwilami przestawał padać, odczytano okolicznościowe przemówienie posła Gosiewskiego, po nim wzruszająco przemówił bratanek mjr. Władysława "Żbika" Kołacińskiego (dowodzącego oddziałem NSZ podczas tej bitwy), któremu wręczono nadany przez prezydenta Krzyż Kawalerski, odznaczenie zawiśnie w parafialnym kościele. Zwieńczeniem części oficjalnej obchodów było złożenie przez przybyłe delegacje kwiatów i zniczy. Wiązankę i znicze złożyła również 3 -osobowa delegacja ONR, która po oddaniu ukłonu w stronę symbolicznej mogiły powstańczej wzniosła okrzyk "Chwała Bohaterom" co wywołało wyraźny podziw zgromadzonych .Aktywne uczestnictwo w obchodach członków ONR przybyłych w liczbie około 25 osób z brygad Łódzkiej, Świętokrzyskiej, Małopolskiej i Częstochowskiej sprawiło wyraźną radość kombatantom, z którymi ONR-owcy mieli zaszczyt spożyć posiłek oraz porozmawiać po części oficjalnej obchodów. Możliwość porozmawiania z bohaterami i wysłuchania ich arcyciekawych opowieści dla wielu pozostanie bezcennym wspomnieniem.

Brygada Łódzka serdecznie dziękuje kol. Zbigniewowi, z łódzkiego okręgu ZŻ NSZ za transport i niezwykle miłą podróż. Pozdrawiamy !

poniedziałek, 20 lipca 2009

65 rocznica zwycięskiej bitwy pod Olesznem


W imieniu ZŻ NSZ mamy zaszczyt zaprosić na obchody z okazji zwycięstwa żołnierzy NSZ nad Niemcami w bitwie pod Olesznem.

Do tradycji należą we włoszczowskim okręgu związku coroczne spotkania "Żbikowców" w Olesznie. Przypadają one na przełomie lipca i sierpnia. Ich data nie jest przypadkowa. Łączy się z rocznica zwycięskiej bitwy pod Olesznem 26 lipca 1944 roku - bitwy oddziału mjr. Władysława "Żbika" Kołacińskiego i oddziału AK "Marcina" mjr. Tarchalskiego Mieczysława z żandarmerią niemiecką, w której zginęło 22 esesmanów. Nie obyło się, niestety, bez strat własnych: 4 zabitych i 6 rannych. Na spotkania te, które mają już 10-letnią tradycję przybywają koledzy z Kielc, Warszawy, Częstochowy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Gdańska, Radomska, a nawet z zagranicy, bo powojenne losy rzuciły niektórych z nich daleko od ojczystej ziemi.

Rozpoczęcie obchodów zaplanowane jest na niedziele 26 lipca w Olesznie o godzinie 9.30, gdzie pod kościołem odbędzie się zbiórka. Następnie przewidziana jest Msza Święta, a po niej ustawienie pocztów sztandarowych i wymarsz w kierunku miejsca, gdzie stoczona została bitwa.
Serdecznie zapraszamy!

więcej na:http://it.home.pl/nsz/nsznsznsz/teksty/nsz09.htm

niedziela, 12 lipca 2009

Spoczywaj w Pokoju...


Wczoraj po ciężkiej chorobie zmarł członek ONR -u Brygady Łódzkiej - Darek Wiechecki. Miał tylko 25 lat...
W imieniu całego środowiska narodowego w Łodzi składamy kondolencje rodzinie i łączymy się w bólu po stracie naszego Przyjaciela.

Wieczny Odpoczynek Racz Mu Dać Panie....

ŁÓDZKI RUCH NARODOWY „ SZCZERBIEC ”


ŁRN „Szczerbiec” swoją działalność zamierza prowadzić na terenie województwa łódzkiego, mając jednocześnie nadzieję na wskazanie pewnego wzorca narodowej działalności pozostałym regionom Polski.

Głównym przesłaniem ŁRN „Szczerbiec” jest motto:

„ Nacjonalizm ponad podziałami”

ŁRN „Szczerbiec” odrzuca bezsensowne podziały obecne dziś w polskim Ruchu Narodowym, które od lat nie pozwalają temu ruchowi w pełni zaprezentować swej siły i efektywności, a stają się jedynie źródłem jego słabości oraz marginalizacji.

ZAPRASZAMY więc do wstąpienia w nasze szeregi WSZYSTKICH narodowców oraz ludzi o narodowych poglądach. Zapraszamy wszystkich prawdziwych polskich patriotów.
Nie interesują nas podziały! Nie interesują nas nieustające kłótnie i spory między narodowymi nurtami. Pragniemy stworzyć silny liczebnościowo oraz jakościowo ruch ponad podziałami, dając tym samym przykład innym miastom Polski.

Pamiętajmy – to, co nas dzieli jest niczym w porównaniu z tym, co nas łączy! Łączy nas bowiem Polska. Łączy nas pragnienie Jej dumy i wielkości. Łączy nas święty obowiązek zjednoczenia sił w obronie zagrożonej Ojczyzny. Poczucie takiego właśnie obowiązku powinno być w nas teraz szczególnie mocne, gdy na gardle naszej Polski coraz mocniej zaciskają się szpony unijnych dygnitarzy i „polskich” sprzedawczyków. Do jedności, do dojrzałości wzywa nas fakt bycia Polakami, patriotami, narodowcami. Nie czas na podziały, nie czas na beznadziejne spory, nie czas na egoizm jednostek. W obronie świętej sprawy Ojczyzny czas się zjednoczyć we wspólnej walce.

Dajmy więc przykład innym miastom!
Razem zbudujmy siłę ŁRN „Szczerbiec”!

ŁRN „Szczerbiec” :

· opowiada się za budową Wielkiej Polski - Polski dumnej i niepodległej, potrafiącej bronić swych racji ,
· występuje przeciwko obecności Polski w Unii Europejskiej, jako organizacji realnie pozbawiającej Polskę niepodległości,

· występuje przeciwko przyjęciu przez UE Traktatu Lizbońskiego, jako dokumentu pieczętującego powstanie superpaństwa UE i tym samym pozbawiającego niepodległości państw członkowskich,

· opowiada się za obroną europejskiej cywilizacji łacińskiej, występując jednocześnie przeciwko multikulturowym eksperymentom UE,

· opowiada się za silną armią RP , popierając model armii zawodowej,

· występuje przeciwko obecności Polski w strukturach NATO, skutkującej jedynie niepotrzebnym przelewem krwi polskich żołnierzy w obronie amerykańskich interesów oraz znacznym zmniejszeniem bezpieczeństwa zewnętrznego Polski,

· występuje przeciwko instalacji tarczy antyrakietowej na terytorium RP, powodującej realne zagrożenie ataku oraz uważając obecność obcych wojsk na terenie RP za naruszenie Jej suwerenności,

· opowiada się za ochroną środowiska naturalnego,

· opowiada się za promowaniem polskiej przedsiębiorczości, występując jednocześnie przeciwko wyprzedaży polskiego kapitału,

· opowiada się za pracą dla Polaków, występując także przeciwko masowej imigracji obcokrajowców, pozbawiających pracy naszych rodaków,

· opowiada się za obroną i jak najszerszym promowaniem polskiej tradycji, kultury i obyczajów,

· występuje w obronie życia poczętego – przeciwko zabijaniu nienarodzonych, zwanego aborcją,

· opowiada się za wprowadzeniem kary śmierci za najcięższe zbrodnie, takie jak: morderstwa, gwałty, pedofilia, zdrada Ojczyzny,

· występuje przeciwko promowaniu homoseksualizmu, biseksualizmu i innych dewiacji,

· opowiada się za jak najszybszym rozliczeniem się z problemem komunizmu poprzez:
- rozliczenie komunistycznych zbrodniarzy,
- odsunięcie od wykonywania ważnych funkcji publicznych i politycznych byłych członków PZPR, SB, Milicji, ZOMO, ORMO,
- delegalizację partii oraz wszelkich organizacji promujących, bądź wybielających ustrój komunistyczny,
- wprowadzenie bezwzględnego zakazu sprzedaży i używania symboliki komunistycznej,
- wprowadzenie odpowiedzialności karnej za publiczne promowanie ustroju komunistycznego, bądź jego wybielanie,

· opowiada się za wolnością narodowych poglądów i postaw – prześladowanych dziś i sankcjonowanych na każdym kroku.


ŁRN „Szczerbiec”, jako ruch założony na terenie województwa łódzkiego, szczególną uwagę zamierza zwracać na sprawy regionu łódzkiego i jego mieszkańców.

Zamierzamy zatem:

· popierać prospołeczne oraz propolskie inicjatywy mieszkańców, a także aktywnie w nich uczestniczyć,

· bronić praw oraz godności mieszkańców Łodzi i województwa łódzkiego,

· wystepować przeciwko samowoli władz miasta, władz województwa i
urzędników w obronie interesów zwykłych ludzi,

· popierać rozwój polskiej przedsiębiorczości na terenie województwa, występując przeciwko pozbawianiu Polaków pracy,

· promować patriotyzm na terenie Łodzi i województwa łódzkiego, występując jednocześnie przeciwko antypolskim inicjatywom,

· występować przeciwko homoseksualnej oraz lewicowej propagandzie na terenie Łodzi oraz województwa,

· aktywnie występować w obronie środowiska naturalnego.

WSTĄP W NASZE SZEREGI :

Kontakt : gg: 2581628

sobota, 27 czerwca 2009

Tolerancja

Często powtarzane, jak slogan, są słowa G.K. Chestertona iż „tolerancja jest cnotą ludzi bez przekonań.” Warto jednak zapoznać się, co więcej angielski obrońca wiary katolickiej miał do powiedzenia w tym temacie.

"Co właściwie mają na myśli ci, którzy mówią, że trzeba szanować poglądy innych ludzi? Nie sugeruję wcale, że to pustosłowie. Ja naprawdę chciałbym wiedzieć, co oni myślą, kiedy tak mówią.

Rozumiem, że trzeba szanować innych ludzi. Trafiają do mnie słowa Biblii: „Wszystkich szanuj”. Istota ludzka jako taka posiada pewne zdolności czy aspekty, które są same w sobie szlachetne i których nie da się doszczętnie wykorzenić. Neron był ważny jako cesarz, lecz był też ważny po prostu jako człowiek. Mogę sobie również wyobrazić, że chrześcijanin, który znalazł się sam na sam z jednym z naszych wybitnych finansistów, nawet uniesiony słusznym gniewem widziałby w finansiście śladowe szczątki ludzkiej istoty i żywiłby dla tej istoty szacunek. Na tej samej zasadzie wolno dać milionerowi w zęby, a choćby go zabić, ale nie wolno go uwiązać przy budzie na łańcuchu. To byłaby obraza dla całego rodzaju ludzkiego. Co do mnie, chętnie bym głosował za egzekucją potężnego bankiera lub zgoła przy niej pomógł, lecz nie zaprzągłbym bankiera do mojej dorożki, po części dlatego, że ciągnięcie dorożki ze mną w środku byłoby ponad siły najbardziej nawet dynamicznego przedstawiciela bankowości, lecz przede wszystkim dlatego, że znieważyłbym go w ten sposób jako człowieka, nie jako tyrana czy lichwiarza. A to znaczy, że znieważyłbym sam siebie.

Toteż jestem w stanie przyswoić sobie ideę, że powinniśmy okazywać tolerancję wobec innych osób. Od biedy rozumiem postulat, by nie palić nikogo na stosie, nawet wyznawcy teozofii, i nikogo nie pozbawiać praw obywatelskich, nawet skrytobójcy. Nie rozumiem jednak, z jakiego powodu mielibyśmy przyznawać tę ludzką świętość również poglądom jako takim, ani czemu miałbym szanować jakiś paskudny pogląd tylko dlatego, że zagnieździł się w czyjejś głowie. Moim zdaniem, okazuję całkowicie wystarczający humanizm, jeśli opieram się pokusie, by rozbić czyjąś głowę i wytrząsnąć z niej to paskudztwo.

Tym, którzy bardzo lubią perorować o tolerancji, chętnie bym pokazał dwa wycinki gazetowe, które znalazłem, przeglądają stos zakurzonych pism. Pierwszy wycinek daje znakomity obraz języka, jakim posługują się ci ludzie. Drugi można by nazwać skutkiem bądź praktycznym zastosowaniem ich teorii.

Pierwszy wycinek zawiera następującą informację: „Postępowy ruch w ramach religii ze szczególnym naciskiem podkreśla, że trzeba szanować wszystkie wyznania i traktować z respektem każdą formę szczerej wiary lub niewiary”. Mamy tu całkiem zgrabne podsumowanie tego konwencjonalnego poglądu. Drugi wycinek informuje zaś: „Do smutnego zdarzenia doszło na Wyspach Salomona, gdzie dwóch prezbiteriańskich misjonarzy zostało napadniętych, zabitych i zjedzonych. Na całym tym obszarze od pewnego czasu odżywają bowiem dawne obyczaje religijne”.

Mowa o tragedii, i ja sam również traktuję temat serio, jednak trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, widząc to zaskakujące, lecz całkiem poprawne użycie słowa „religia”. Jest pewien czarny humor w koncepcji, że tubylcy na Wyspach Salomona stali się sceptykami, lekko sobie ważącymi dawną wiarę i zaniedbującymi prastare ludożerstwo, wyniesione z rodzinnego domu. Wszystko wskazywało, że zawsze już będą jedli tylko wołowinę i baraninę, jak poganie. I oto nagle nadeszło przebudzenie religijne. Wielką falą przetoczyło się przez społeczność coś w rodzaju ruchu odnowy, głębszego pojmowania istoty Kościoła (jak mawiają na kongresach ekumenicznych), i ludziska masowo wrócili do pobożnej tradycji przodków. Skruszona młodzież została serdecznie powitana przez starszyznę. Niekoniecznie zabito na ich powrót tucznego cielca, ale w każdym razie wyznawcy dawnej wiary na pewno szczerze i z przekonaniem wierzyli, że ten ruch odnowy jest czymś dobrym. Z pewnością szanują oni swoją kanibalską religię. Lecz czy my również ją szanujemy? A jeśli mówimy, że tak, co konkretnie przez to rozumiemy? Na to pytanie zazwyczaj daje się odpowiedź, z którą zupełnie się nie zgadzam. To nieprawda, że ludzie (a przynajmniej ja sam) szanują jakąś sektę, kościół czy grupę religijną tylko dlatego, że jej wyznawcy szczerze wyznają swoją wiarę. Szczerość to po prostu prawdziwość – co oznacza tyle, że jakiś człowiek naprawdę ma takie a nie inne poglądy. Lecz jeśli ktoś naprawdę myśli, że powinno się palić żywcem bezpańskie psy, nie szanuję go za to – wręcz przeciwnie, szanowałbym go bardziej, gdybym uznał, że mówi tak wyłącznie dla pozy. Jeśli ktoś twierdzi, że skuteczne wyłudzanie pieniędzy to umiejętność typowa dla nadczłowieka, nie czuję ani trochę respektu, mimo że jest to pogląd głęboko szczery; wręcz przeciwnie, wolałbym, żeby był to pogląd nieszczery i rzucony dla żartu. Satanista ani trochę nie rośnie w moich oczach, kiedy widzę, że na serio kocha satanizm. Nie cenię też zwyrodnialca Nerona za to, że nader poważnie podchodził do swej sztuki, jak zresztą wszyscy drugorzędni artyści.

Mathew Arnold rozwodził się obszernie nad „wzniosłą powagą” dobrych poetów. Powinien był raczej zając się przyziemną powagą, typową dla złych poetów, złych filozofów, a nawet dla złych ludzi. To właśnie wtedy, kiedy człowiek podchodzi do swego zwykłego, ludzkiego grzechu z przyziemną powagą, grzech zdobywa nad nim władzę i człowiek traci rozum. Staje się zarazem pompatyczny i wykrętny, i kończy zazwyczaj, pełen niedobrej pychy, pogrążając się w jakiejś perwersji.

W gruncie rzeczy szanujemy cudze poglądy tylko wtedy, gdy jest w nich coś dobrego, a nie za to, że są cudze i szczere. Inaczej mówiąc, uczciwy człowiek musi respektować inne religie, bo widzi w nich elementy swojej własnej religii – czyli swej własnej najpełniejszej wizji prawdy. Szanuję konfucjanistów za to, że z rewerencją odnoszą się do starców, bo moja religia też zawiera ten obowiązek. Szanuję buddystów za to, że są dobrzy dla zwierząt, bo moja moralność tez mi to nakazuje. Szanuję muzułmanów za to, że uznają ideę sprawiedliwości, bo sam tez ją uznaję. Lecz nie zamierzam z tego powodu podziwiać chińskich tortur, choć są stosowane ze szczerym zapałem, hinduskiego pesymizmu, choć jest pełen niekłamanej beznadziej, ani islamskiej pogardy dla kobiet, choć jest to pogarda głęboka i autentyczna.

I w ten oto sposób wracamy do tej jaskrawej prawdy, której świat współczesny unika jak ognia. Musimy sami posiadać wyraziste poglądy, choćby po to, żeby mieć możność porównania. Musimy sami wyznawać jakąś wiarę, choćby po to, żeby naprawdę szanować cudzą. Nawet jeśli chcemy po prostu cenić wszystko, co jest dobre w różnych ludzkich kultach, musimy sami coś czcić – bo nie będziemy wiedzieli, co cenić."

G.K Chesterton

czwartek, 18 czerwca 2009

Pomniki tak, ale nie dla Ofiar Komunizmu...


"Wbrew wcześniejszym zapewnieniom władz miasta pomnik Ofiar Komunizmu przy ul. Anstadta nie będzie gotowy na 17 września w 70. rocznicę wkroczenia wojsk sowieckich do Polski. Magistrat ogłosił właśnie przetarg na wykonanie odlewów elementów z brązu, które mają być gotowe dopiero na koniec października.

- Przedłużyły się prace projektowe, w związku z czym pomnik zostanie odsłonięty pod koniec grudnia - mówi Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta Łodzi.

Monument ma przedstawiać wzbijającego się do lotu orła, unoszącego się spomiędzy pękniętych skał i rozerwanej więziennej kraty. Stanie przy ul. Anstadta nr 7, przed budynkiem byłego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa (w latach 1945-1956). Będzie miał wysokość około 6 metrów i będzie wykonany z kamienia (postument) i metalu (orzeł). "
źródło: http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/1013066.html

Jak widać władze Łodzi mają ciekawsze sprawy niż dopilnowanie uczczenia pamięci ofiar zbrodniczego systemu i to w perspektywie tych lat, w których na ulicach naszego miasta pomniki pojawiały się jak grzyby po deszczu. Ciekawe czy sprawa miałaby miejsce, gdyby dotyczyła tematu-pasji naszego kochanego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego...

Maciek "Y"

wtorek, 16 czerwca 2009

Ł.R.N "Szczerbiec" w hołdzie pomordowanym Polakom.

4 czerwca w Łodzi na osiedlu Radogoszcz odbyło się uroczyste złożenie kwiatów przed pomnikiem pomordowanych w czasie II wojny światowej Polaków.Przedstawiciele Libertas, Łódzkiego Ruchu Narodowego "Szczerbiec" oraz Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich, zwrócili w swoich przemówieniach uwagę na dzisiejsze problemy w stosunkach polsko - niemieckich, które mimo upływu kilkudziesięciu lat nadal są bardzo aktualne.