piątek, 23 lipca 2010

Pokolenie III RP

       Temat, który tu przedstawię będzie dotyczył również mnie. A rozprawiać będę o pokoleniu, do którego należę, w którym występuje więcej bierności niż działania, zagłębiania się w historii swojego regionu czy szerzej kraju, brak zainteresowania polityką i miejsca swojego własnego kraju na arenie międzynarodowej. Rozumiem zniechęcenie polityczną szarą rzeczywistością, małym zainteresowaniem walk, które toczą się już od czasów PRL’u , walki Tusk-Kaczyński, z których i tak nic nie wynika.
    Musimy zrozumieć, że bez działania niczego nie zmienimy odwracanie się plecami niczego nie da. Jeżeli to nie my ruszymy się po to, aby działać, aby zmieniać otoczenie
w którym żyjemy, nic znaczącego się nie stanie. XXI wiek zmusza nas do takiej aktywizacji, inaczej zatracimy ducha wartości, które i tak już upadają. Musimy sami zmieniać nasz kraj, wymuszać na rządzących różnego rodzaju zmiany korzystne dla Polski, to w nas młodych tkwi siła, którą musimy wykorzystać. Młodzieńcza pasja, żywiołowość, własne cele i idee powinny prowadzić nas do tego, aby wyjść
z codziennego marazmu, wynikającego z ogłupienia przez różnego rodzaju środki masowego przekazu, nie mające nic wartościowego do przekazania. Nie można się bać działania, organizacje samorządowe to 3 siła, dzięki której można zmieniać swój region, jeżeli każdy z nas przystąpiłby do takowej pracy kraj nasz wyglądał by inaczej.
Na co dzień trzeba dawać przykład w swoim otoczeniu, chociażby przez nie śmiecenie, które występuje powszechnie, poruszać wątki polityczne, dyskutować nawet z ludźmi, z którymi się nie zgadzamy to doprowadza do aktywizacji ludzi młodych we własnym kręgu, do zainteresowania się zagadnieniami i poświęcenia im godziny w wolnym czasie przed wyjściem do znajomych czy w jakimkolwiek innym celu spędzenia dnia.
 To oczywiście nie wszystko, nie mam recepty na wielką działalność czy dojścia do najwyższych stanowisk w państwie, to co tu raczej opisałem, jest możliwe
do zrealizowania przez nas wszystkich, do zrobienia czegoś pożytecznego wychodzącego po za czubek własnego nosa.
My możemy zmienić wadę, jaką jest narzekanie, występujące często w naszym społeczeństwie, ale żeby tego nie było, musimy się ruszyć. Wierzę w to, że pasje, wartości, idee, które tkwią w nas młodym pokoleniu dadzą nam siły
do działania!

Krzysiek

środa, 21 lipca 2010

Porozumienie Ligi Obrony Suwerenności z Łódzkim Ruchem Narodowym "Szczerbiec"

Informujemy, że dn. 30.06.2010 r. w Gdańsku zawarte zostało porozumienie o współpracy pomiędzy Łódzkim Ruchem Narodowym "Szczerbiec" a Ligą Obrony Suwerenności.
W imieniu LOS-u porozumienie podpisał Wiceprzewodniczący Zarządu Głównego Andrzej Pawłowicz, a w imieniu ŁRN „Szczerbiec” – Przewodniczący Maciej Migus.

Zarząd ŁRN "Szczerbiec"

czwartek, 15 lipca 2010

O pieskach słów kilka


Wakacje oczekiwane przez wielu. Wolne od pracy, szkoły nic tylko wyjechać nad morze na wymarzony urlop. Pojawia się tylko jeden problem …. Co zrobić z naszym pupilem????
Niestety wielu ludzi decyduje się porzucić swojego psa czy kota. W wakacie radykalnie wzrasta liczba porzucanych zwierząt. Szczęście w nieszczęściu mają te, które wyrzucone z samochodu w drodze nad morze trafią do schroniska, gorzej z tymi które zostały skazane na pewną śmierć bo ich „właściciel” przywiązali je do drzewa gdzieś na odludziu.
Czy wyrzucenie pasiak jest jedynym rozwiązaniem??? NIE
Jeżeli nie ma możliwości zabrania zwierzaka do ośrodka, do którego się wybieram o opiekę nad pupilem można poprosić sąsiada czy kogoś z rodziny. Kiedy nie można na nikim takim polegać mamy do wybory profesjonalne „Hotele dla zwierząt”, w którym za opłatą można pozostawić zwierzaka na czas urlopu.
W naszym społeczeństwie pies jest traktowany jako najlepszy przyjaciel człowieka do póki jest potrzebny. Gdy zacznie przeszkadzać można bez obaw się do pozbyć w niehumanitarny sposób. W Polsce jest duże przyzwolenie na znęcanie się i katowanie zwierzą, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności. Dlatego wyrzucenie zwierzęcia jest tak łatwą sprawą.
W wielu miastach Polski w tym i w Łodzi prowadzona jest akcja „Nie wyrzucaj mnie przed wakacjami. Nie jestem rzeczą” mająca uświadomić właścicielom zwierząt, że wyrzucenie zwierzaka na ulicy nie jest rozwiązaniem. Celem akcja jest zwiększenie świadomości społecznej w zakresie odpowiedzialność nad zwierzętami. Pamiętajmy że decydując się na posiadanie psa, kota czy innego gryzonia ponosimy za niego odpowiedzialność do końca jego dni.
Najgorsze jest w tym to że po wakacjach większość z tych pseudo właścicieli kupi nowego psa a za rok znów przyjdą wakacje………. a historia lubi się powtarzać.
I ty apel do wszystkich którzy zobaczą błąkające się psy: powiadomcie Straż Miejską, która ma obowiązek wyłapywać bezpańskie psy, by nie skazywać ich na niepotrzebne cierpienie.




Eliza

poniedziałek, 12 lipca 2010

Kampanijne refleksje…

Kampania prezydencka była jedną wielką farsą, zagadnienia które dotyczą roli premiera, w tej kampanii dotyczyły prezydenta. Jak zwykle wygrał lepszy pijar, większe obietnice, chociaż kandydaci będący w drugiej turze przebijali po prostu samych siebie.
          Podlizywanie się lewej stronie części politycznej było wręcz żałosne, stwierdzanie, że jest się trochę lewicowym wychwalanie towarzysza Gierka czy też używanie śmierci Blidy było szokujące. Nic może nie odkryję jeżeli napiszę, że scena polityczna u nas w kraju sięga dna. Rządzą nami sondażowi politycy, którzy obiecują i uśmiechają się tylko wtedy kiedy ukazują się nowe słupki poparcia i padają słowa „dajcie nam czas, na pewno coś zrobimy”.
Jedni bez drugich żyć nie potrafią, tak naprawdę na walce między sobą starają się zyskać głosy, przeważnie tych niezdecydowanych. Jedyna nadzieja w dorastającym pokoleniu, któremu również ciężko będzie przebić się przez ścianę starych polityków, którzy raczej niechętnie oddawać będą stanowiska, udaje im skutecznie się utrzymać na nich przez przeszłe 20 lat. Im więcej obiecanek tym pewniejsze stanowisko, niestety to jest wielką wadą naszego społeczeństwa. Słychać narzekania przez kilka lat do kolejnych wyborów, następnie i tak wybierani są Ci co po przednio.
       Nie jest tak, że nasz naród boi się zmian, czasami zdaje mi się, iż tych zmian w ogóle nie chce. Chyba sami tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że to zależy od nas i od naszych decyzji. Ale też trzeba zadać sobie pytanie czy jest alternatywa, aby zmienić ówczesnych rządzących na kogoś bardziej skutecznego i kompetentnego ? Czas zacząć szukać rozwiązania takiej sytuacji, osobiście podnoszą mnie na duchu wiadomości z porozumieniami Ligi Obrony Suwerenności z różnymi stowarzyszeniami Ruchu Narodowego. Pewnie nie jeden z nas zastanawia się nad tym co z tego wyniknie oraz co jest celem danych porozumień.
Musimy zadać sobie pytanie dokąd zmierzamy?

Krzysiek

poniedziałek, 5 lipca 2010

By żyło się lepiej?


Minęło już trochę czasu od końca drugiej fali powodziowej, a rodzące się pytania czy można było uniknąć tak katastrofalnych jej skutków zostały wyparte w mediach przez temat wyborów prezydenckich. Jeżeli kwestia powraca to tylko skrótowo pod względem skutków oraz pomocy (a raczej jej braku) poszkodowanym. Kilkanaście dni temu media informowały o pozwie przygotowywanym przez powodzian w Sandomierzu przeciw rządowi. Czy mieszkańcy tylko jednego miasta w Polsce są świadomi kto jest winny tak tragicznych skutków? Obserwując obecną politykę nie zdziwiłbym się gdyby odpowiedź PO na pozew brzmiała: „Woda ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do głównej rzeki i do Bałtyku” – jak „tłumaczył” powodzianom Komorowski trzymając ręce w kieszeni, nie tylko obrażając tych, co stracili dorobek całego życia ale również w sposób bezczelny umywając ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Wiele lat nieczyszczone koryta, wały w fatalnym stanie, a w wielu województwach od tzw. powodzi tysiąclecia w 1997 roku nie zbudowano ani kilometra wałów! Gdy zastanawiamy się nad przyczynami tak tragicznych efektów warto przypomnieć decyzję PO, które zwyciężyło w wyborach w 2007 roku a już w 2008 wyrzuciło do kosza projekty o łącznej wartości 32,9 mld zł, co doprowadziło wtedy do wielkiego buntu samorządowców.

Szczególnie wzburzeni są ci samorządowcy, którzy najbardziej ucierpieli. W województwie opolskim nie ostał się ani jeden projekt, choć na poprzedniej liście przygotowanej przez rząd PiS było zaplanowanych 18 inwestycji za 2,2 mld zł. – Jeszcze nie dotarło do mnie, że władze tego kraju mogły podjąć decyzję, iż zbiornik retencyjny na Nysie jest nieistotną inwestycją – mówi burmistrz miasta Jolanta Barska. W najbliższych dniach władze Nysy chcą się spotkać z minister rozwoju regionalnego, by uzmysłowić jej, jak ważna dla regionu jest ta budowa. – W przypadku przerwania zniszczonych wałów zbiornika całe miasto znajdzie się 20 metrów pod wodą – alarmuje burmistrz Nysy.
Katastroficzne wizje snuje też Stanisław Pankiewicz, wójt gminy Jasło i przewodniczący Związku Gmin Dorzecza Wisłoki. – Rząd chyba woli płacić potężne pieniądze na zwalczanie skutków powodzi i dalej narażać mieszkańców na niebezpieczeństwo, niż zapobiegać takim kryzysom – mówi rozgoryczony. Walczy o dofinansowanie budowy zbiornika Kąty-Myscowa w Beskidzie Niskim.
Pisała w lutym 2008 roku Rzeczpospolita.

Spis usuniętych przez PO projektów liczy 82 strony. Pieniądze na te inwestycje zostały wynegocjowane z funduszy Unii Europejskiej. Projekty wycofane przez PO to m.in.: Ochrona wód Zatoki Gdańskiej - budowa i modernizacja systemu odprowadzania wód opadowych w Gdańsku (Zakres inwestycji: budowa i rozbudowa systemu kanalizacji deszczowej wraz z instalacją urządzeń podczyszczających na wylotach do cieków, budowa przepompowni, regulacja cieków, budowa zbiorników retencyjnych, budowa urządzeń pomiarowych); Modernizacja Wrocławskiego Węzła Wodnego) modernizacja Kanału Powodziowego wraz z wałami i budowlamib) modernizacja Starej Odry wraz z wałami i budowlami) kanał przerzutowy do Widawy wraz z wałami i budowlami Ochrona od powodzi Kotliny Kłodzkiej Poprawa stanu ochrony przeciwpowodziowej Lewina Brzeskiego na Nysie Kłodzkiej; Poprawa bezpieczeństwa przeciwpowodziowego Wisły Środkowej od Koszyc do Płocka. Pełna lista usuniętych przez PO projektów: http://www.pois.gov.pl/Wiadomosci/Documents/dok4.pdf

Obserwując tragiczne skutki powodzi, przez którą tysiące straciło dorobek całego życia a kilkanaście osób zginęło i niezrozumiałą przyczynę podjęcia tak katastrofalnej decyzji trudno o bardziej paradoksalne i kontrastowe hasło wyborcze niż te, które właśnie PO prezentowało podczas wyborów niespełna rok przed usunięciem w/w projektów przeciwpowodziowych: „By żyło się lepiej”.

Kamil

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Narodowcy powodzianom

 Mass media  przestały już niestety interesować się tragedią, jaka w ostatnim czasie dosięgnęła nasz kraj.  W końcu nastał czas wyborów "demokratycznych", czas manipulacji sondażami i powódź czy powodzianie już nie  są już tak nośnym tematem jak dotychczas.
Łódzcy narodowcy nie mogli zostać obojętni na skalę nieszczęść jaka dotknęła naszych rodaków.
Wraz z Wspólnotą Kobiet Samotnie Wychowujących Dzieci, Łódzki Ruch Narodowy "Szczerbiec" włączył się do pomocy ,zwłaszcza tym z najbiedniejszych rejonów objętych kataklizmem.

Nadal prowadzimy zbiórkę darów dla powodzian.
Wszystkich chętnych do włączenia się do akcji serdecznie zapraszamy.

środa, 23 czerwca 2010

Łodzianom gratulujemy BUDOWLANYCH!


W zeszłym tygodniu w jednej z łódzkich gazet przeczytałem o przeprowadzonych wśród mieszkańców różnych miast Polski badaniach, dotyczących skojarzeń z Łodzią. Niestety, na tak postawione pytanie („Z czym Pani / Panu kojarzy się Łódź?”) większość respondentów odpowiedziała… „z niczym”. Jakiś tam procent wspomniał o włókiennictwie, ktoś o Piotrkowskiej, jeszcze inny o „filmówce”. Znamienne, że żadnemu z respondentów Łódź nie skojarzyła się jakoś z kulturą, co stawia koncepcję projektu „Łódź – Europejskie Miasto Kultury 2016” na poziomie kolejnego obciachu nie tylko w skali kraju ale i Europy. Tak na marginesie, to nie wiem w ogóle jak moglibyśmy rywalizować z zagranicznymi kandydatami do tego tytułu skoro w mojej ocenie dystansuje nas Lublin - również starający się o to miano. Miałem ostatnio możliwość odwiedzić to piękne miasto na wschodzie Polski i muszę przyznać bez żadnego zawahania, że gdybym miał oddać głos na któreś z tych miast, to niestety byłby to Lublin… Wracając jeszcze do samego badania, to dodam tylko, iż jego koszt wyniósł 600 tysięcy złotych. 600 tysięcy złotych z budżetu miasta żeby łodzianie dowiedzieli się, że Polakom Łódź kojarzy się z „niczym”! Brawo! Z takimi przedsięwzięciami możemy ubiegać się co najwyżej o miano „Europejskiej stolicy głupoty”! Jeśli zestawimy to jeszcze z ostatnim pomysłem naszych pożal się Boże „sterników” miasta, czyli budki telefoniczne do nagrywania swoich pomysłów o Łodzi dla wielce zatroskanych o nią urzędników z Ratusza, to nagroda murowana!
 Na szczęście jest jeszcze w Łodzi coś z czego możemy być naprawdę dumni i czego zazdrości nam cała Polska (a już najbardziej Trójmiasto). To drużyna rugby Budowlanych Łódź, która w sobotę obroniła tytuł Mistrza Polski, a styl w jakim to zrobiła już na zawsze przejdzie do historii. Podobnie zresztą jak i sam mecz, który w opinii komentatorów był najlepszym pojedynkiem w historii polskiego rugby. Jeśli ktoś pofatygował się w sobotnie popołudnie na stadion przy ul. Górniczej lub chociażby obejrzał transmisję finałowego spotkania z Lechią Gdańsk w telewizji, ten wie o czym mówię. Przyznam szczerze, że wobec takich wyczynów naszych rugbistów całe te Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, to gra dla dzieciaczków z piaskownicy… Trudno o dobór właściwych słów aby choć po części oddać to czego byliśmy świadkami w tym meczu - krew, pot, łzy, niewykorzystane sytuacje, pełne trybuny i nieustannie zmieniający się wynik. A wreszcie decydujące przyłożenie w doliczonym czasie gry! Jeśli miałbym tu zastosować jakieś porównanie dla laików w dziedzinie zasad rugby, to spróbujcie sobie wyobrazić bramkę na 5:4 (dla Polski oczywiście) w finale MŚ zdobytą w 95 minucie. Tak właśnie było w sobotę w Łodzi, przy Górniczej!
Dlaczego piszę o tym akurat w kontekście tych nieszczęsnych skojarzeń z Łodzią? Ano właśnie dlatego, że łódzcy rugbiści udowodnili swoją postawą, że Łódź ma być z czego dumna i drzemie w niej wielki potencjał. Niestety, zupełnie nieodkryty przez ekipy rządzące tym miastem… Budowlani Łódź, to swoisty ewenement w skali kraju - drużyna o nieporównanie mniejszych możliwościach finansowych niż giganci z Trójmiasta (Arka i Lechia), która niezmiennie od 8 lat gra w finale MP i nie schodzi poniżej srebrnego medalu! Drużyna, która – mówiąc kolokwialnie – „ma jaja”, czego już nie można powiedzieć o łódzkich urzędnikach z Magistratu… Ci zamiast wspomagać łódzki sport i chlubić się taką perełką, jaką jest drużyna rugby Budowlanych, wolą topić pieniądze w badaniach, strategiach i niezrealizowanych projektach pod publiczkę. Ich nieudolność boli tym bardziej, że w innych miastach wiedzą jak postępuje się z takimi diamentami sportowymi. Przykład? Proszę bardzo – Kielce! Vive Targi Kielce (Mistrz Polski w piłce ręcznej mężczyzn) dostało ponad 5 milionów złotych na dwuipółletni program promujący województwo świętokrzyskie - „Gramy razem dla Świętokrzyskiego”. Pieniądze pochodzą z Regionalnego Programu Operacyjnego. Budżet klubu zostanie więc zasilony kwotą około 2 milionów złotych rocznie. Pieniądze przyznał Zarząd Województwa, a pochodzą one z funduszy unijnych. Nam zamiast tego zafundowano piękne plany o Hiltonach, EC1 i innych „szklanych domach”. 

Co nam z tego pozostało? Puste place jak w przypadku tego pierwszego i kupa wydanych pieniędzy na projekty tego drugiego. Ponadto straciliśmy wszystkie nasze sztandarowe projekty, czyli Festiwale. Jaki jest zatem sens pompować kolejne pieniądze w rozwijanie projektu „Łódź – Europejskie Miasto Kultury 2016”. Jakie mamy realne szanse żeby wyprzedzić w tym wyścigu Warszawę, Toruń, Wrocław, Gdańsk, Pampelunę, San Sebastian czy Cordobę? Czy nie lepiej zamiast tego postawić na autentyczne potrzeby mieszkańców tego miasta, wspierać sport, edukację, zwalczać bezrobocie? Dość już górnolotnych projektów, po których mamy jedynie kaca moralnego i zmarnowane pieniądze. Wystarczy wspomnieć tylko trzy „inwestycje” od początku roku: referendum nad odwołaniem Kropiwnickiego + badanie strategii marketingowej dla miasta + 4 budki telefoniczne aby pijana gawiedź miała co zdemolować… Jak dla mnie lekką ręką 2 miliony. Co z tego będzie miał przeciętny łodzianin? Nic. A co mógłby mieć. Ano, wiele – wystarczy rozejrzeć się dookoła. Syf na Piotrkowskiej, beznadziejna komunikacja i szerzące się patologie, wynikające co tu dużo mówić ze zwykłej, ludzkiej biedy. Łódź jest już zmęczona wielkimi projektami i kosmicznymi wizjami, zatracającymi jej prawdziwy charakter – zamiast tego potrzebuje realizmu i rzetelnej pracy organicznej. A jeżeli już naprawdę nie ma na co wydać tych pieniędzy, to podpowiem – oddajcie je w całości rugbistom Budowlanych. Oni doskonale poradzą sobie z promocją naszego miasta. Żeby nie być gołosłownym przytoczę na koniec krótką dygresję. Na sobotnim meczu był razem ze mną znajomy dziennikarz z Warszawy. Pierwszy raz w życiu na meczu rugby. Po zakończonym spotkaniu powiedział tylko trzy słowa: „Łodzianom gratulujemy Budowlanych”!

Marek

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Skończyło się Panie Kaczyński! - moje refleksje wyborcze...


      Wielokrotnie w ostatnich tygodniach starałem się przekonywać znajomych, że głos na Pana będzie tzw. „mniejszym złem” , że będzie Pan swego rodzaju tarczą przed demoliberalnymi zombies z Platformy Obywatelskiej. Jeszcze się łudziłem, że ten pański socjalizm jest na pokaz, żeby zdobyć  nieprzekonanych i ewentualnie przejąć choćby część elektoratu lewicowego. Udowodnił Pan dobitnie swoją wypowiedzią, że to nie jest maska Jarosława Kaczyńskiego tylko jego najprawdziwsza twarz. Pańska twarz i zapewne większej części kierowanej przez Pana partii. Co by nie zostać odebranym za gołosłownego przedstawię cytat z wiecu jaki odbył się w Szczecinie:
„- Niech nam mówią, że jesteśmy lewicowi. Może i po trosze jesteśmy? To nic złego.”
„- W socjalizmie nie było złe to, że budowano. Złe było to, że nie było wolności oraz to, że był to system źle zarządzany”
W związku z tymi słowami nawet Wasze rzekomo narodowo-katolickie poglądy nie ratują sytuacji. W moich oczach został Pan bezpowrotnie skreślony Panie Kaczyński i mam głęboką nadzieję, że nie tylko w moich. Także, skończyło się Panie Kaczyński, miałem zamiar zagłosować na Pana w II turze wyborów na Prezydenta RP, ale całe szczęście że znalazłem Pańską wypowiedź ze Szczecina. Już wolę żeby rządził Polską awatar  Tuska, który prędzej czy później i tak się zbłaźni, niż ten który jednak stał tam gdzie stało ZOMO.
Michał "Owca"

sobota, 19 czerwca 2010

Apel w sprawie śmierci Doktora Dariusza Ratajczaka.

Słowa te kierujemy do wszystkich organizacji, ludzi, stowarzyszeń uważających się za prawicowe, tradycjonalistyczne etc.
Z chwilą pisania tych słów jesteśmy wciąż wstrząśnięci informacją o znalezieniu zwłok Doktora Ratajczaka. Doktora Historii, byłego wykładowcy Uniwersytetu Opolskiego, który został zaszczuty przez Gazetę Wyborczą i środowiska z nią związane. Historyk ma za zadanie przedstawiać i poszukiwać prawdy, to też robił Dariusz Ratajczak. W swej książce przedstawił poglądy nazywane „Rewizjonizmem Holocaustu” nie dodając tam swojego komentarza, ani nie popierając tych poglądów, opisał je jako jeden z prądów istniejących w nauce. Później zaczęła się lawina kłamstw, pomówień, sąd ostatecznie umorzył postępowanie, ale Doktor został wydalony z Uniwersytetu Opolskiego, dostał wilczy bilet, z powodu którego nie mógł podjąć pracy w zawodzie, który kochał do końca swego życia. Kiedy starał się o inną pracę, do właścicieli firm dzwonili dziennikarze pewnej gazety, umiejętnie „przekonując” szefa, że Ratajczaka trzeba zwolnić. Tak to Doktor Historii stał się stróżem nocnym, najbliższa rodzina doktora nie wytrzymała presji- żona odeszła od niego, Doktor Ratajczak stał się cieniem człowieka. W ostatnich dniach mieszkał w samochodzie, gdzie umarł, Czy to śmierć godna niezależnego naukowca? To skandal, aby człowiek ambitny, szczery był w ten sposób potraktowany, ci którzy się przyczynili do jego upadku w życiu zawodowym i prywatnym mają jego krew na rękach i to ich będzie prześladować, jak nie teraz to w przyszłości!

Najbardziej jednak przykre jest to, że środowiska prawicowe, nie udzieliły Doktorowi Ratajczakowi(prawie) żadnego wsparcia i my wszyscy po części ponosimy winę za to co się stało. Prawica w Polsce jest rozbita i słaba, powoli wykańczani są ludzie, którzy mogą coś znaczyć lub coś w swoich środowiskach znaczą, ot chociażby Filip Adwent, którego śmierć jest bardzo niejednoznaczna.

Dlatego też apelujemy do KAŻDEGO, bez względu na opinię odnośnie innych stowarzyszeń, czy organizacji o podpisanie się pod APELEM skierowanym do Polskiej Prawicy o Powołanie Komitetu Wolności słowa, którego podstawowym celem było by niesienie wspólnej pomocy osobom, które znajdą się w podobnej sytuacji jak tragicznie zmarły Doktor Dariusz Ratajczak. To już najwyższy czas, nie możemy z tym zwlekać, musimy sobie pomagać. Tam gdzie pojawia się Prawda, piękno, dobro i tradycja, powinna istnieć jedność, inaczej cały czas będziemy na marginesie życia społecznego i kulturalnego. Apelujemy także o bezwzględny bojkot Gazety Wyborczej, która nie tylko przyczyniła się do tragicznej sytuacji, ale nie uszanowała nawet człowieka zmarłego, zamieszczając tytuł "Znaleziono ciało Kłamcy Oświęcimskiego"

Dlatego też, bez względu na sympatie czy antypatie prosimy o podpisy pod tym apelem, być może to właśnie jest szansa na zjednoczenie, przynajmniej częściowe Przynajmniej takie gdzie staniemy się mniej wystawieni na ostrzał, przynajmniej spróbujmy, nie czekajmy na kolejne ofiary, kolejną może być każdy z nas

źródło:
http://proca.pl/pokaz/4828/apel_w_sprawie_smierci_doktora_dariusza_ratajczaka/caly

piątek, 18 czerwca 2010

Stanowisko środowisk narodowych w sprawie wyborów prezydenckich w Polsce w roku 2010

     Sygnatariusze niniejszego stanowiska zaniepokojeni dezorientacją Rodaków organizowaną przez media tzw. publiczne jak i prywatne, w trosce o stan Ojczyzny czują się zobowiązani do wyrażenia swej opinii w kwestii nadchodzących wyborów prezydenckich.

Jesteśmy przekonani, że najwyższe stanowisko w państwie powinno zostać powierzone osobie moralnie nieskazitelnej, gwarantujące troskę o polską rację stanu, właściwie pojmującą polski interes narodowy i zdeterminowaną do jego obrony na forum międzynarodowym. W kraju natomiast popierany kandydat powinien wykazać się niezależnością od grup nacisku i koteryjnych układów. Z przykrością jednak zauważamy, że żaden z kandydujących obecnie na urząd prezydenta nie spełnia wszystkich tych podstawowych warunków.

Zatem w tej sytuacji wyrażamy przekonanie, że środowiska narodowe powinny powstrzymać się od poparcia któregokolwiek z kandydatów, a jedynie pozostawić wolną rękę swoim członkom i sympatykom do głosowania (lub jego zaniechania) w zgodzie z własnym sumieniem. Jesteśmy głęboko przekonani, że nie możemy po raz kolejny ulec sugestii wyboru tzw. mniejszego zła gdyż takowe nie istnieje. Wolny wybór człowieka pozostaje między dobrem a złem, a prawość i godność nie dopuszczają do relatywizmu moralnego – tak w życiu osobistym, jak i społecznym. Nie dajmy przeto sobą dalej manipulować, bo wstrzymanie się od głosowania lub oddanie głosu nieważnego też jest wyborem do którego prawo ma każdy obywatel Polski.


Zakopane 6 czerwca 2010



Podpisali:

/-/ Bartosz Bekier – Przewodniczący Zarządu Głównego Falangi

/-/ Marian Brudzyński – Przewodniczący Komitetu Obrony Wiary i Tradycji Narodowych „Pro Polonia”

/-/ Maciej Migus – Przewodniczący Łódzkiego Ruchu Narodowego „Szczerbiec”

/-/ Karol Jasiński – Redaktor Naczelny pisma "Monarchista"

/-/ Michał Sroka – Vice Prezes Zarządu Głównego Młodzieży Wszechpolskiej, Prezes Okręgu Małopolskiego MW

/-/ Tomasz Piczura – Przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia Obóz Narodowo-Radykalny Podhale

/-/ Artur Zienkiewicz – Kierownik Główny Obozu Narodowo-Radykalnego

/-/ dr Eugeniusz Malinowski – Prezes Organizacji Narodu Polskiego - Liga Polska

/-/ Maciej Wydrych – Prezes Zarządu Głównego Obozu Wielkiej Polski

/-/ Kazimierz Murasiewicz – Przewodniczący Stronnictwa Narodowego Koło Grodzkie w Zakopanem

/-/ Marian Barański – Przewodniczący Stowarzyszenia Narodowego im. R. Dmowskiego

/-/ Antoni Jankowski – Przewodniczący Związku Zawodowego "Piast"

/-/ Tomasz J. Kostyła – dziennikarz, poeta



środa, 9 czerwca 2010

Łubu dubu... łubu dubu... niech nam żyje... nasza władza... niech zyje nam!


Jednym z głównych powodów odwołania prezydenta Kropiwnickiego, miało być, według jego przeciwników min.:
obsadzanie ważnych stanowisk tzw. „swoimi ludźmi”,
skłonność jego środowiska do afer ,
a także słabość do marnotrawienia pieniędzy łodzian.
Referendum miało to zmienić, tak przynajmniej zapewniali członkowie SLD i PO, którzy obecnie mają władzę w mieście.
I coś się zmieniło? O to dowód:


Złośliwi twierdzą, że to tylko wierzchołek góry lodowej, tak potężnej, jakiej się nam nie śniło. Zastanawiający, jest też fakt, że zatrzymanie podobnież odbyło się już.. jakiś czas temu. Dziwne nieprawdaż, że dowiadujemy się o tym dopiero teraz? Zwykle bardzo dociekliwi dziennikarze nie wiedzą o takiej bombie? A może komuś zależy, by takie „newsy” nieprzychylne władzy nie wypływały.

Myślicie czy coś naszego wiceprezydenta ruszyło? :)

O kolesiostwie, to nawet nie ma co wspominać, bo już nawet wśród samej lewicy, krążą spekulacje kogo to jeszcze prominentni działacze potrafią wcisnąć na intratną miejską posadkę.

Dobra zostawmy to. Mamy w końcu poważniejsze problemy. Rosnące bezrobocie, kryzys gospodarczy, nie ma pieniędzy na drogi, szpitale, dosłownie wszystko... Zwłaszcza na wydawanie mówiąc bardzo potocznie na „bzdury” czy „szopki”. Czyżby? :)
Na szopkę na chwałę nowej władzy zawsze się znajdzie trochę grosza:


Co tam kilkaset tysi, obywatel ma prawo czuć, że władza go słucha a nawet szanuje. Jak władza słucha i szanuje swoich obywateli niech świadczą powyższe sytuacje.

Narodowcy pomimo negatywnego stosunku do byłego prezydenta Kropiwnickiego, od samego początku przestrzegali, iż referendum nic nie zmieni. Będzie dokładnie tak samo a nawet gorzej...

piątek, 4 czerwca 2010

ŁRN "Szczerbiec" dzieciom




Z okazji  Dnia Dziecka członkowie Łódzkiego Ruchu Narodowego "Szczerbiec"  postanowili wspomóc jedną ze śródmiejskich świetlic terapeutycznych, znajdującą się przy ul. Pomorskiej 54. Lokalizacja ta nie jest przypadkowa, gdyż placówka mieści się w obszarze tzw. "kwadratu biedy" w Łodzi. Delegacja ŁRNu wręczyła dzieciom gry planszowe oraz dużą porcję słodyczy.
Narodowcy natomiast, otrzymali pamiątkowy dyplom.
   
Świetlica należy do stowarzyszenia o nazwie "Centrum Wsparcia Terapeutycznego", którego jednym z głównym celów jest wspieranie dzieci i młodzieży, które m.in. z racji statusu materialnego, wzrastania w rodzinie problemowej bądź w patologicznym środowisku są zagrożone marginalizacją i wykluczeniem społecznym.

Pomimo wielu problemów, związanych z narodową działalnością, takie dni  rekompensują wszystko. Świadomość, że choć w małym stopniu mogliśmy się  przyczynić do radości tych dzieci w Dniu Dziecka  jest dla nas bezcenna.
Warta podkreślenia jest także doskonała atmosfera i zaangażowanie, z jakim świetlica jest prowadzona.

Dziękujemy wszystkim, którzy wspomogli tą inicjatywę !

czwartek, 3 czerwca 2010

Boże Ciało.


Chwilami czuję taką dumę z tego, iż jestem katolikiem, że chyba będę musiał się z tego spowiadać”. Przyznam szczerze, że nie pamiętam autora tej sentencji, jednak doskonale opisuje ona odczucia jakie towarzyszą mi przy obchodach święta Bożego Ciała. Tryumfalne procesje ulicami naszych miast, miasteczek i osiedli. Pięknie przystrojone przydrożne ołtarze przy których na kolanach ludzie błagają o oddalenie klęsk żywiołowych i zachowanie od nagłej śmierci. I wreszcie Najświętszy Sakrament niesiony pod baldachimem przez kapłana z asystą. To najczystszy katolicki triumfalizm w najlepszym tego słowa znaczeniu! Osobiście uważam, iż procesje eucharystyczne to część polskości, bez której zatracilibyśmy swoją tożsamość.
Ustanowienie uroczystości Bożego Ciała w tym okresie roku kalendarzowego nie jest bynajmniej przypadkiem. Rocznica ustanowienia Najświętszego Sakramentu – Wielki Czwartek – jest zbyt bliska męki i śmierci Pana Naszego Jezusa Chrystusa, aby można było oddać się uczuciom niezmąconej radości. Dlatego też w pierwszy czwartek po zakończeniu Okresu Wielkanocnego zostało ustanowione specjalne święto, którego celem jest okazanie wdzięczności Bogu za ustanowienie Najświętszego Sakramentu i za wszystkie łaski, które nieustannie spływają z niego na Kościół.
Dla katolików nauka o Eucharystii ma szczególne znaczenia. Słowa Zbawiciela: "Ja jestem chlebem żywym, który z nieba zstąpił; jeśli ktoś będzie spożywał ten chleb, żyć będzie na wieki. A chleb, który ja dam, to ciało moje za życie świata" (J 6, 51) – nie pozostawiają żadnej wątpliwości, iż kwestia Eucharystii to dla katolika kwestia fundamentalna. Kościół zatem od zawsze otaczał Eucharystię najwyższym szacunkiem i czcią, godnymi Ciała Pańskiego, czego przejawem były nabożne zwyczaje przyjmowania Komunii Świętej - w pozycji klęczącej, a nie na stojąco i do ręki. Nauka o Eucharystii zwraca również szczególną uwagę na jej ofiarny charakter oraz stałą obecność Chrystusa pod postaciami chleba i wina.
Już w pierwszych wiekach po założeniu przez Chrystusa Kościoła pojawili się jednak zwodziciele głoszący błędną naukę. Historycznie pierwszą herezją podważającą nauczanie Kościoła na temat Eucharystii był doketyzm (gr. dokein - wydawać się), który głosił, że Chrystus tylko pozornie przyjął ciało ludzkie. Na błąd ten natychmiast zareagował św. Ignacy z Antiochii, którego listy - stawiane często na równi z listami Apostołów - pozostają perłą literatury starochrześcijańskiej, a nadto stanowią cenne świadectwo Tradycji.
Poważniejsze dyskusje o Eucharystii przyniósł jednak dopiero IX w. Dotyczą one jednak nie prawd o zasadniczym znaczeniu, jak np. o przeistoczeniu, a zajmują się głównie kwestią stosunku historycznego ciała Chrystusowego do jego ciała eucharystycznego - mają więc charakter bardziej filozoficzny. Padają pytania o właściwości ciała eucharystycznego, np. czy posiada ono byt materialny, czy zajmuje przestrzeń lub czy jest tym samym, co ciało Chrystusa w niebie. Zasadniczych odpowiedzi na te pytania udzielały lokalne synody, z których za najważniejszy można uznać synod rzymski z 1079r. Podkreślił on realną obecność Ciała Chrystusowego w Eucharystii, wiarę w przeistoczenie oraz tożsamość ciała historycznego i Ciała Chrystusa eucharystycznego. Odrzucił też zdecydowanie wszelkie próby nadania jedynie symbolicznego znaczenia Chrystusa w Eucharystii.
O ile średniowieczne dociekania mnichów - znamienne zresztą dla pełni tej epoki - poruszały "tylko" kwestie natury filozoficznej, o tyle protestantyzm w swoich różnych mutacjach, naruszał już kwestie zasadnicze. Dla Lutra bowiem i wszelkich jego naśladowców, to właśnie ofiarny charakter Mszy Św. oraz wiara w konsekrację dokonywaną mocą słów kapłana działającego w zastępstwie Chrystusa, stanowiły odrazę z której wyrosła następnie ponura doktryna protestancka.
Przeciwko niej z całą mocą wystąpiła kontrreformacja i wielkie dzieło Soboru Trydenckiego, który o Eucharystii wypowiedział następujące, piękne zdania:

"Najpierw święty Sobór naucza oraz otwarcie i jasno wyznaje, że w Boskim Sakramencie św. Eucharystii po konsekracji chleba i wina Pan nasz Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, znajduje się prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (vere, realiter et substantialiter) pod postaciami owych widzialnych rzeczy" - kan. I,
- "(...) przez konsekrację chleba i wina dokonywa się przemiana całej substancji chleba w substancję ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego krwi. Tę przemianę trafnie i właściwie nazwał święty katolicki Kościół przeistoczeniem (transsubstantiatio) - kan. II,
- "Jeśli ktoś przeczy temu, że w czcigodnym sakramencie Eucharystii pod każda postacią i w każdej jej odłączonej cząstce zawiera się cały Chrystus - niech będzie wyklęty - kan. III,
- "Jeśli ktoś twierdzi, że w Świętym Sakramencie Eucharystii nie należy najwyższym kultem adoracji także zewnętrznie wielbić Chrystusa (...) - n. b. w. - kan. V”.

Z całą pewnością możemy stwierdzić, iż obok dekretów "O źródłach Objawienia", "O grzechu pierworodnym" i "O Usprawiedliwieniu", to właśnie nauka o Eucharystii i Mszy Św. stanowiły - i nadal stanowią - najpiękniejsze karty Tradycji katolickiej. Precyzja, z jaką określały one katolicką wiarę w tych zagadnieniach, dała odpór herezjom Lutra, Kalwina czy Zwinglego.
Ogromny wkład do katolickiej doktryny o Eucharystii wniosły także papieskie encykliki. Spośród nich należy wymienić Mirae Caritatis Leona XIII oraz Mediator Dei i Humani generis Piusa XII. Niezwykle ważne znaczenie zyskuje dzisiaj - w dobie nowinek teologiczno-liturgicznych - ostatnia z wymienionych encyklik. Papież ostrzega w niej wszystkich wiernych Kościoła katolickiego przed zgubnymi eksperymentami w dziedzinie teologii, filozofii chrześcijańskiej i liturgii, jakie odbywają się za sprawą modernistycznych kół teologicznych.
Na osobne miejsce w historii doktryny Kościoła zasługują dekrety eucharystyczne papieża św. Piusa X. Stanowią one doskonały przykład geniuszu ludzkiego, inspirowanego działaniem Ducha Świętego! Swoją rangą i znaczeniem nie ustępują one największym reformom kościelnym.
Pius X, będąc do cna przesiąkniętym ideą "odnowienia wszystkiego w Chrystusie" (Instaurare Omnia in Christo), zbliżył się do tych, których Chrystus szczególnie miłował i których prostotę wszystkim zalecał, a zatem ... do dzieci. Po wcześniejszym przedstawieniu sprawy Świętej Kongregacji Sakramentów, która potwierdziła dawną praktykę udzielania Komunii Św. nawet niemowlętom przy chrzcie świętym i posiłkując się opinią św. Tomasza z Akwinu - postanowiono za aprobatą papieża, że: "(…) za wiek odpowiedni dla przystąpienia do pierwszej Komunii świętej należy uznać ten, w którym dziecko może rozróżnić Chleb Eucharystyczny od chleba materialnego i może zbliżyć się z nabożeństwem do ołtarza. Nie jest więc wymagana doskonała znajomość rzeczy Wiary, ponieważ wystarcza pewna niedoskonała znajomość tych rzeczy. Nie wymaga się także pełnej władzy używania rozumu, wystarcza posiadanie tej władzy w pewnej mierze. W rezultacie odkładać pierwszą Komunię na później, ustanawiając dla jej przyjęcia wiek dojrzały, jest zwyczajem godnym nagany i wiele razy potępianym przez Stolicę Świętą". Nikogo chyba nie trzeba przekonywać o doniosłości i wielkim dobrodziejstwie tej decyzji, zwłaszcza jeśli zważymy na powody dla których ten pradawny zwyczaj został zarzucony: "Zwyczaj ten (przystępowania dzieci do Stołu Pańskiego - przyp. autor), który pod pretekstem wielkiego poszanowania należnemu temu Boskiemu sakramentowi odsuwa od niego wiernych, stał się przyczyną wielkiego zła". Warto zwrócić uwagę, że w tym samym czasie szerzyła swoje wpływy niezwykle przewrotna herezja jansenizmu, która odwołując się do dusz gorliwych, głosiła że z szacunku dla Jezusa Chrystusa należy się pozbawiać przyjmowania go w Eucharystii. Godziło to oczywiście w ogrom Boskiego miłosierdzia wobec nas i było zwalczane za sprawą papieża, który nawoływał: "Przybliżcie się do Chrystusa, czyńcie to z ufnością, czyńcie codziennie; oto zniżam barierę między Nim a wami". Zaprawdę, trudno opisać dobrodziejstwa dekretu "O codziennym przyjmowaniu Eucharystii", który tak wielu duszom miłującym Chrystusa otworzył do Niego drogę, który tak wiele dzieci ocalił przed czyhającymi nań w wieku młodzieńczym pokusami, który wreszcie za sprawą ich gorącego nabożeństwa do sakramentu Eucharystii ocalił świat przed zalewem jeszcze większego zła ... Zaiste była to reforma godna świętego Papieża!
Efekty reform św. Piusa X uwidoczniły się szczególnie w chwili dla Europy krytycznej - w chwili wojen XX wieku. Z wielką wnikliwością przedstawił to biograf św. Piusa X, Rene Bazin: "Równocześnie na całym froncie wojennym (...) rozgrywały się dziwne sceny. Jakież to nowe było widowisko!... Mnóstwo mężczyzn, udających się w ogień bitwy, komunikuje się w każdej porze dnia i nocy. (...) Ludzie znajdujący się w drugiej linii wojsk lub też na tyłach armii, w obozach, w ziemiankach, w zrujnowanych kościołach lub domach prywatnych, słuchają Mszy świętej, spowiadają się przed księdzem, który także jest żołnierzem, przystępują do Stołu Pańskiego...". Jeden z tych księży-żołnierzy, kapelan wojskowy Thellier de Poncheville, tak opisał wielkie dzieło papieskie: "Jakże byliby szczęśliwi ci, którzy mieli litość nad ludem i dali mu Chleba niebieskiego, gdyby mogli być obecni przy tych scenach wzruszających!... Serce Piusa X zadrżałoby z radości, gdyby mógł widzieć, jak jego wielka reforma przyjmuje się i rozpowszechnia i jak pod pociskami armat upadają uprzedzenia i inne przeszkody, które powstrzymywały dotąd ludzi z dala od Stołu Pańskiego".
Gorąco zachęcam wszystkich do uczestnictwa w obchodach uroczystości Bożego Ciała – szczególnie do udziału w procesji eucharystycznej. Pamiętajmy, że jest ona publiczną manifestacją naszej Wiary. Zwłaszcza w tym roku, kiedy to w ostatnich tygodniach Polacy zmagają się z żywiołem powodzi, słowa: ”od powietrza głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie”, będą miały szczególną wymowę…

Marek

czwartek, 27 maja 2010

Pomóżmy powodzianom !

Fala powodziowa powoli opuszcza nasz Kraj. Wciąż trwa liczenie strat. W tym niemałym chaosie gdzieś na drugi, a może nawet na trzeci plan schodzi życiowy dramat dziesiątek tysięcy naszych rodaków. 
Polityczny show przedwyborczy i pokazowa gra ludzkimi dramatami trwa, sypią się kolejne puste polityczne obietnice.
W tej sytuacji to my - zwykli obywatele - musimy okazać solidarność z naszymi rodakami, spośród których wielu utraciło przez powódź majątek życia.

Włączmy się w akcję pomocy dla powodzian!  Dla ułatwienia poniżej podajemy sposób zorganizowanej  pomocy prowadzonej przez Caritas i Polski Czerwony Krzyż:


 CARITAS:
  
1) Charytatywny SMS : o treści  "Pomagam" pod numer  72052 (koszt 2,44 zł z VAT)   

2) Można także wpłacać dary pieniężne na rzecz poszkodowanych w powodzi:
-bezpośrednio w kasie Caritas Archidiecezji Łódzkiej w Łodzi, przy ul. Gdańskiej 111 
-przekazywać na konto  łódzkiej Caritas:
 
Bank Pekao S.A. V o/Łódź
48 1240 1545 1111 0000 1165 5077
z dopiskiem „Powódź Południe”

3) Caritas Łódź zachęca także do przekazywania powodzianom następujących nowych produktów:
• koce
• środki czystości i higieny
• środki do dezynfekcji wody i pomieszczeń
• buty gumowe
• rękawice robocze
• wiadra
• miski
• łopaty
• szczotki / miotły
• ścierki / ręczniki
• pościel.
Potrzebne są również konserwy w puszkach z długim okresem przydatności do spożycia.

Wyżej wymienione produkty prosimy dostarczać do Magazynu Pomocy Żywnościowej i Rzeczowej Caritas Archidiecezji Łódzkiej w Łodzi, przy ul. Wólczańskiej 108, tel.: (42) 637 53 03

4) Łódzka Caritas, w porozumieniu z parafiami w Bełchatowie, Piotrkowie Trybunalskim, Tomaszowie Mazowieckim, Łasku i Koluszkach, wyznaczyła miejsca, do których mieszkańcy ww. miast i miejscowości okolicznych mogą dostarczać pomoc rzeczową:

• Bełchatów - Parafia pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, ul. Kościuszki 2, tel.: (44) 633 03 03

• Piotrków Trybunalski - Parafia pw. Najświętszego Serca Jezusowego, ul. Słowackiego 73/75, tel.: (44) 649 00 35

• Tomaszów Mazowiecki - Parafia pw. Najświętszego Serca Jezusowego, ul. Ks. J. Popiełuszki 2, tel.: (44) 724 22 01

• Łask - Parafia pw. św. Faustyny Kowalskiej, ul. Batorego 41, tel.: (43) 676 21 41

• Koluszki - Parafia pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, ul. 11 Listopada 17, tel.: (44) 714 14 43 



POLSKI CZERWONY KRZYŻ :

Polska walczy z żywiołem. Potrzebna jest pomoc! Woda zalewa kolejne miasta. Zalane są domy, budynki gospodarcze, zniszczone mosty i drogi. Wiele osób straciło cały dobytek życia. W tej chwili najpilniejsze są środki czystości i dezynfekcji, koce, śpiwory, żywność i woda pitna. Powodzianie pilnie potrzebują agregatów prądotwórczych.

1) Polski Czerwony Krzyż ogłasza zbiórkę środków finansowych na pomoc powodzianom.

Pieniądze można wpłacać na
konto nr 93 1160 2202 0000 0001 6233 5614
z dopiskiem "Powódź 2010"

Dane do przelewu:
Polski Czerwony Krzyż, ul. Mokotowska 14, 00-561 Warszawa
Bank Millenium SA, ul. Żaryna 2a, 02-593 Warszawa

2) SMS o treści POMOC
pod numer 7364

Koszt sms-a to 3 zł + VAT.


3) Pomóc można także przynosząc do siedzib PCK w całym kraju najpotrzebniejsze rzeczy:

- w Łodzi : ul. Piotrkowska 203/205, codziennie od 8:00 - 18:00

źródło: http://www.pck.pl/news,576.html


środa, 26 maja 2010

76 Rocznica Obozu Narodowo - Radykalnego.


Obchody 76-tej rocznicy powstania Obozu Narodowo-Radykalnego, której celem było uczczenie działaczy obozu narodowego poległych w walce z totalitaryzmem zarówno komunistycznym jak i hitlerowskim miały pierwotnie odbyć się 17 kwietnia w Lublinie. Z powodu tragedii pod Smoleńskiem termin ten przesunięto na 22 maja. Dzień ten jednak wypadał w trakcie sesji egzaminacyjnej, co stało się przeszkodą w przybyciu dla wielu osób i ogólna liczba uczestników znacząco zmalała, niestety na korzyść środowisk lewicowych. W efekcie liczba osób zarówno na marszu ONR-u jak i kontrmanifestacji (łącznie z blokującymi później przejście patriotów anarchistami) wyrównała się do ok. 150 po każdej stronie (zastanawiająca jest liczba dewiantów i ogrom czasu, który mają podczas sesji, czyżby panowie w czarnych kominiarkach pod tęczowymi flagami nie mieli chęci edukacji?). Dla porównania marsz ONR-u, który odbył się w Częstochowie w ubiegłym roku w kwietniu liczył prawie dwa razy więcej i nie spotkał się z żadną kontrą.
Po zakończeniu mszy w Kościele św. Józefa narodowcy przeszli do Placu Litewskiego, gdzie miał się rozpocząć marsz. Po drugiej stronie Krakowskiego Przedmieścia, skąd dochodziły dźwięki bębnów niewiele wcześniej rozpoczęła się kontrmanifestacja zorganizowana przez Lubelskie Porozumienie na Rzecz Tolerancji, której uczestnicy grą najwyraźniej rekompensowali brak racjonalnych haseł. Obie manifestacje były legalne, a ich organizatorzy deklarowali charakter pokojowy, z czego, jak się później okazało „tolerancyjni” nie wywiązali się. Chwilę po wyruszeniu marszu ONR-u, gdy manifestacje mijały się lewicowa kontra, wśród której (sądząc po symbolach) byli anarchiści, zboczeńcy, narkomani, a także sympatycy komunizmu na wyłącznie narodowo-patriotyczne, katolickie oraz antykomunistyczne hasła odpowiadali gwizdami i licznymi wulgaryzmami. Lewicowcy, pośród których przeważały dziewczyny (no chyba, że homoseksualiści mają takie głosy) rzucali w stronę narodowców, jak i policji, która oddzielała obie grupy kwiatami, a także jajkami i kamieniami. Paradoksalnie to właśnie oni od początku planowania obchodów przypisywali marszowi charakter „nienawistny” strasząc do bólu mieszkańców Lublina, że jak władze miasta wydadzą zgodę na marsz narodowców, to ci będą robić w mieście zamieszki, a w swoich hasłach propagować rasizm, nienawiść, ustrój totalitarny. I znów paradoks – oskarżenia były jak się można domyślać bezzasadne, a niejeden uczestnik lewicowej kontry sam posiadał koszulkę związaną z najbardziej zbrodniczym ustrojem w historii, nota bene totalitarnym – komunizmem. Wśród „antytotalitarnych pacyfistów” widniała podobizna Che Guevary, który już na stałe wpisał się jako symbol tego typu grup, rzekomo „antyfaszystowskich”. Nic dziwnego, że na piętnujące czerwony ustrój hasła ONR-u odpowiadali wyłącznie głośnymi krzykami i mocniejszym biciem bębnów. Z komunistyczną koszulką DDR najbardziej agresywny uczestnik kontry

(na zdjęciu) chwiejący się od spożytego alkoholu (być może i narkotyków) rzucał kamieniami i wyzwiskami (wulgaryzmy również kierował do policjantów). Próbował również zaczepiać nie tylko słownie (kordon policji nie był zbyt szczelny) pojedynczych narodowców idących na samym końcu marszu, którzy jednak nie dali się sprowokować. Dziwi natomiast cierpliwość policjantów, którzy wydawali się nie reagować na kierowane do niej ze strony lewicowców wyzwiska: „wyp***” czy „policja – faszystowskie świnie” – krzyczeli samozwańczy obrońcy tolerancji. „I tak właśnie wyglądają piewcy tolerancji (…) właśnie widać kto organizuje zamieszki, i kto tu jest za tolerancją” – mówił przez megafon organizator marszu ONR. Na całkowicie absurdalne i bezzasadne hasła lewicowców odpowiadali narodowcy: „precz z faszyzmem”, „faszyzm tylko w waszych głowach” – brzmiała odpowiedź ONR. Bardziej komiczna okazała się jednak druga grupa blokująca marsz narodowców z przodu. Trzydziestu lewicowców, ubranych na czarno, w kapturach z zasłoniętymi twarzami usiadła na trasie przemarszu, a gdy policja usuwała nielegalną blokadę zaczęli krzyczeć jak dzieci „policja bije”, „to boli” oraz „ratunku policja”. Widząc to przypadkowi przechodnie z kpiącym uśmiechem na twarzy nagrywali na telefony całe zajście ośmieszających się anarchistów i dewiantów. Po usunięciu blokady marsz ruszył dalej niewiele powiększony o przyłączone podczas postoju osoby, którym nie były obojętne głoszone hasła: „Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Ziemia Ojczysta sercu najbliższa”. Dało się usłyszeć również: „Wolność, młodość, nacjonalizm”, „ Narodowe Siły Zbrojne”, „Sport, muzyka, nacjonalizm”, „Młodzi, aktywni, radykalni”. Gdy marsz dotarł na Plac Zamkowy narodowcy złożyli wieniec pod pomnikiem Zaporczyków. Na to uczczenie pamięci ofiar walki z komunizmem tzw. „tolerancyjni”, którzy cały czas szli za pochodem odpowiedzieli gwizdami. Zarówno to zdarzenie, jak i przemówienie ONR-u przyciągnęło obecnych w pobliżu mieszkańców Lublina. Przykrym jest fakt, że fałszywa propaganda najwyraźniej działa i w efekcie stojący razem z lewicowcami starszy Żyd mówiący po angielsku zaczął rzucać oskarżenia jakoby narodowcy mieli coś wspólnego ze śmiercią jego rodziny w obozie koncentracyjnym. Gdyby jednak nie uległ propagandzie a dysponował wiedzą historyczną na temat formacji, której się sprzeciwia wiedziałby, że twórca ONR – Jan Mosdorf zginał właśnie w nazistowskim obozie za ratowanie Żydów. Chwilę później odśpiewano Hymn Młodych i manifestacja została rozwiązana. Gdy udawaliśmy się na długo wyczekiwany koncert zostałem zaczepiony przez grupkę starszych pań: „brawo młodzież, byle tak dalej” – mówiły z uśmiechem. W lubelskim klubie zagrało kilka zespołów, w tym Irydion, który zaprezentował swój najnowszy kawałek, a także zagrał cover Legiony Polskie, który to śpiewaliśmy prawie wszyscy obecni, a impreza ta tylko dopełniła sympatyczną atmosferę panującą wśród narodowców.

Kamil